Pierwszy Raz W Życiu-Wielkie Dzięki Parszywy Fiskusie !


Gdy różowe skarpetki prowadziły moją Księżniczkę wyraz że mną, do Królestwa Uciech wiedziałem, że najlepsza część dnia jest bez wątpienia przed nami. Podążając aleją pełną najprzeróżniejszego elementu, obserwowaliśmy wznoszące się ponad naszymi głowami okazy fauny…połyskujące metalicznym blaskiem skóry delfinów, uderzające feriami barw biedronki, jednorożce…słonie, żyrafy…a nawet traktory…niczym zastygłe w bezruchu, charakterystycznym jedynie w przypadku spadku swobodnego. Obok…tłumy ludzi…różnego statusu:)…nie wyłączając patologii społecznej…kilka wdechów helu, rozluźniło atmosferę…byliśmy blisko, jednak nie na tyle, by przeczuć TO co nastąpi.
Zaczęliśmy od jazdy "na czołówkę"…na wstecznym, przy pełnym gazie, ale na mojej Księżniczce nie robiło to wielkiego wrażenia. Uderzyliśmy więc w świat duchów, tutaj było już groźniej …pojawiły się sugestie:JUŻ WYSTARCZY…nie potrafiłem JEJ odmówić. Jak błyskawica, przebrneliśmy przez pokój śmiechu, dinozaury, obracające się w "zabójczym" tempie, gdy nagle ujrzałem przed sobą małpi gaj…nie było możliwości odwrotu…zresztą oczekiwania Mojej Księżniczki, zmierzały dokładnie w tym samym kierunku mimo, iż pobudki były skrajnie odmienne od moich. Stanąłem niczym "węgier na sali", jak określał nierozumiejących nic a nic widzów, w swym kultowym kabarecie pt "Kawałek Szczęścia" Stanisław Tym…w krajobrazie wypełnionym po brzegi powietrzem widniała POSTAĆ…POSTAĆ strzegąca wrót, tego bajkowego świata…POSTAĆ dla Mojej Księżniczki "niewidzialna", jednak w moim pojęciu…wręcz przeciwnie…spotykaliśmy JĄ tego popołudnia jeszcze kilka razy…POSTAĆ tak enigmatyczna, że wyrażenie JEJ przymiotów, wykracza poza wszelkie granice, pojmowanej znaną nam logiką wyobraźni…zaliczyliśmy jeszcze Jezioro Łabędzie, na wysokości…a przecież wszyscy wiemy, iż tańczyć nienawidzę…uważam, iż to domena kobiet. Wybrnąłem jednak dzielnie…Moja Ukochana Księżniczka nawet nie zorientowała się…mam wielką nadzieję, iż podczas najbliższego weekendu, nie doświadczę opadów śniegu, gradu, lub chociażby… delikatnej…a…nawet gdyby…zaprogramuję swój kolejny LD…i…spotkamy się…tak czy inaczej;)…i tutaj podziękowania dla TYTUŁOWEJ INSTYTUCJI, za której udziałem, cała ta historia nosi znamiona szansy kontynuacji 🙂 strzała!
Wysłane z mojego HTC