Mój Najlepszy Sylwek


Miałem cały tydzień zaplanowany, już znacznie wcześniej…długo oczekiwałem takiego tygodnia, tygodnia z trzema moimi najwspanialszymi kobietami, zaborczymi wprawdzie, czasem egoistycznymi, z potężną dozą egocentryzmu, niezdolnymi często do kompromisu, jednak z uwagi na różnice, dzielące wspomniane niewiasty, od ich matek, u których przytoczone cechy powodują niemoc, i niechęć życia, powiedzieć trzeba z całą stanowczością, że te najwspanialsze Niewiasty Na Całym Świecie kocham g będę kochał zawsze…to moje Córki. Oczywiście już po kilkunastu godzinach pojawiły się konflikty, szczególnie między najstarszą i najmłodszą, jednak pomimo całej mojej bezsilności w nich, warto je znosić przez cały dzień, by wieczorem gdy zasypiają, przytulić je, a gdy już śpią, popatrzeć jak wyglądają słodko. Mieliśmy wszystko, światełka na ścianie, choinkę, prezenty, jedzonko, i gdy już się okazało, że będzie fajnie, że będziemy razem. przez cały tydzień i SYLWESTRA, powstała niespodziewanie koncepcja połączenia sił z siostrą, szwagrem, bratankiem, oraz szczurem FUFU. Od wielu, a w zasadzie od dwudziestu chyba już lat, mam odnawiające się dolegliwości kontuzjowanego kolana…prawego…w przypływie noworocznej euforii, gdy dzieci bawiły się doskonale w pokoju B. a starszyzna świętowała to w salonie, chcąc utrwalić taniec domowników swoim telefonem, próbowałem skręcić wyjątkowo szybkie ujęcie obiegając pokój sprintem dokoła. Ponieważ głowie przemieszczałem się po sofie, kanapie…nie było to łatwe, tym bardziej, że było już po fajerwerkach, no i…swoje też już było…wypite…coś źle obliczyłem…wyrżnałem kolanem w panele podłogowe tak, że zdziwiłem się tym, iż tak łatwo mogłem się podnieść. Zero opuchlizny, zero widocznych zmian…hulałem prawie do szóstej rano. Rano okazało się, że nic nie widać, nic nie boli, dopóki nie klęknę na lewym kolanie…wtedy boli, i to nieźle…potrzebuję chyba drugą opaskę, bo jeśli oba mnie zabolą…będzie lipa. Wieczór jednak zaliczam do wyjątkowo udanych, i to z powodu niczego innego, jak wyłącznie tego, że w końcu poraz pierwszy byłem ze swoimi wszystkimi córkami w tym szczególnym, radosnym dniu. Żałuję tylko że Kartofel nie dotrwał do petard…bo mieliśmy ich sporo…dzięki między innymi Kasi… Dla mnie było zajefajnie, mam nadzieję, że Roxi, Stelli, i Nikoli też podobało się…jutro jednak trzeba wrócić do smutnej codzienności…co zrobić…nikt mld mówił, że będzie zawsze kolorowo 😉 Fajerwerki można zobaczyć na moim YouTube…są trzy filmiki…jeden z nich poniżej…a więc Szczęśliwego 2012 !!!
Wysłane z mojego HTC

Prawie Jak W Afganistanie