Bitwa Na Głosy-dziś !


Mimo mojego całego uwielbienia do drużyny Panasa-która odjechała, Meza, który zaskoczył mnie pokładami pokory, przesympatycznością, świetnym doborem repertuaru…Ryśka-z uwagi na kunszt, bezsprzeczne zawodostwo…wcześniejsze drużyny pozwolę sobie pominąć…uderza mnie jeden, bezsporny KOKS tego programu, który wydaje się nie wynikać z przesłanek sięgających źródła u samego LIDERA drużyny, choć nie powiem, że było by miło…chodzi mi o dzisiejsze wykonanie utworu Queen, drużyny Meza…dźwiękowo…interpretacyjnie…intonacyjnie…alikwotowo-duchowo-zajebiście wykurwiście!!! Jednak…czemu w kwestii fonetycznej języka angielskiego, spośród dziesięciu fryzjerów, stu stylistów, miliona wizażystów, nie znalazł się NIKT…ani jeden…który zasugerowałby drużynie, aby NIE ŚPIEWAĆ łi ar de CZEMPIOOOOOOOOOONS…czy of de ŁOOOOOORLD ? a choćby łi ar de CZAMPIONS…już nie upieram się przy łi ar de CZAAAAMPIOOOOONS…z czego to wynika? Nie zależy nam na W MIARĘ DOBREJ ocenie fonetyki języka, w którym śpiewa uczestnik? Czy może w TIMACH drużyn brakło kasy, na specjalistę od JĘZYKA, w którym ja przyznaję się biegłości nie posiadam, ale tak rażące błędy pozwalam sobie tutaj wyjebać! Jest jeszcze inny aspekt tej szemranej sytuacji…słuchałem KUINÓW gdy miałem kilkanaście lat…znam te numery na pamięć…nawet gdybym miał zaśpiewać ten numer dla samego jebanego Ratzingera, dostając taki, sraki czy inny tekst na kartce, padzie…sradzie czy czymkolwiek innym…pamiętam jak brzmią te słowa…te głoski…samogłoski…czy ONI kiedykolwiek słyszeli oryginał? jak sądzicie?

Taxi


Pamiętam za czasów KOMUNY, kilkudziesięciu osobowe kolejki na postojach taksówek…kto by pomyślał wtedy, że dożyjemy czasów, w których to właśnie złotówy będą całymi dniami, prowadzić burzliwe debaty, O Wszystkim I O Niczym, desperacko, kontem oka łypiąc okiem w lewo i prawo, ignorując w pewnym sensie swojego rozmówcę…który czyni nie mniej, nie więcej, niż to samo…w oczekiwaniu na KLIENTA, który zasili budżet rodzinny, umożliwiając wrzucenie do gara czegoś z wyższej polki, niż polski kawior…czyli kaszanka…eeech…czasy Breżniewa odeszły bezpowrotnie w niepamięć 😦

Wysłane z mojego HTC

Kapłański Kicz…Płać…Nie Pierdol Nic!


Czy związek przyjmowania sakramentów świętych w kościele katolickim, z nakładaniem za te „czynności” opłat na wiernych jest etycznie usprawiedliwione?
Jak wiadomo, duchowni nie płacą podatków, ZUSU, otrzymując jednocześnie dotacje od państwa, potężne daniny, darowizny od wiernych…
Czy konstruowanie cenników, ustalanie progu wyjściowego, od którego możliwe jest WOGÓLE udzielenie sakramentu przez księdza, jest moralnie słusznym poczynaniem?
Jestem w stanie zrozumieć, iż niektóre sakramenty, na stałe powiązane z przeżywaniem szczególnej przyjemności-jak ślub…nocy poślubnej nie wyłączając…mogłoby być w jakimś sensie obligatoryjnie…ustawowo nawet, określone cennikiem…ustawowe określenie kosztów, byłoby najbardziej sprawiedliwe…o ile takie rozwiązanie w przypadku ślubów, mogłoby być jeszcze do przyjęcia, o tyle nakładanie na wiernego opłaty w przypadku chrztu, uważam za dalece niestosownym postępowaniem ze strony kościoła…to siedlisko pychy, powinno być najmniej wdzięczne dozgonnie, za wprowadzanie do ich kościoła nowych dusz…młodego narybka…młodych owieczek…, to kler powinien za to płacić!!! W przypadku uczestnictwa osoby duchownej w pogrzebie, pobieranie za to opłaty, z jednoczesnym zaprzeczeniem w dodatku zasady „CO ŁASKA”, bo przecież wszyscy wiemy, iż zawsze jest CO ŁASKA, LECZ NAJMNIEJ…i tu padają kwoty…w zależności od miasta, parafii, i wszelkich innych okoliczności, to zwykła lichwa, nie mająca nic wspólnego z wiarą…jedyną słuszną wiarą! Zastanawiam się, kiedy zostaną obiletowane uczestnictwa w zwykłych mszach? Bo to już chyba niedaleko…”…dzień dobry…dwa na 16.00, na ks. Walikonia poproszę…” bleeee!!! Bóg niedługo chyba zwymiotuje na to wszystko…jeśli już nie dostał sraczki!