Il Cimitero Di Praga – Umberto Eco


Mistrzostwo…kunszt i klasa, sama w sobie… Porównania, odniesienia, zastosowane niekiedy w oparciu o wiedzę, której próżno szukać nawet w internecie, zasługują moim zdaniem na najwyższy stopień uznania dla autora. Mistrz Słowa bawi się językiem, jak za starych dobrych czasów pierwszych Zapisków Na Pudełku Od Zapałek, które znam na pamięć, albo i nawet jeszcze wytrawniej, bardziej tajemniczo, z doskonałą dawką sarkazmu, dowcipu, oraz powagi. Nie ma się czemu dziwić…Eco jest po pierwsze bibliofilem, nie musi więc wychodzić z domu, by dotrzeć do poszukiwanych źródeł informacji, które nawet w zasobach World Wibe Web nie znalazły miejsca godnego egzystencji. Po drugie nie zanudza, jak twierdzi w swojej opinii L’Osservatore Romano, i jak przystało na prawdziwego Mistrza, doskonale jako autor powieści, oraz pasjonat dziedzin, z których nie wszystkie nawet do tej pory zdefiniowano w Wikipedii, staje na wysokości zadania, znajdując czas na tworzenie Cmentarza W Pradze, między twórczością naukową, pisaniem felietonów, oraz kierowaniem dwoma uniwersytetami. Rzym, a szczególnie Watykan, zawsze wszystko krytykuje negatywnie, z tym już się wszyscy dawno chyba pogodzili…z wyłączeniem mojej osoby rzecz jasna…Ponieważ dzieło poświęcone jest powstaniu antysemickiej mistyfikacji-Protokołom Mędrców Syjonu, dokumentowi opisującego rzekome plany osiągnięcia przez Żydów globalnej dominacji, zrzucając w ten sposób odpowiedzialność za ówczesne problemy polityczne na społeczność żydowską, a główny bohater jest postacią fikcyjną, jak sam autor zaznacza, na pierwszy rzut oka, antysemickie poglądy kreślone piórem autora, można błędnie moim zdaniem przypisać właśnie Jemu…nie sądzę…nie zgodzę się wręcz, aby dosadne, a wręcz poniżajce, z olbrzymią dozą pogardy dla wszelkich innych nacji, niż głównego bohatera słowa kierowane do Żydów, Włochów, Niemców, a chyba nawet wszystkich europejczyków, były poglądami samego Mistrza, którego jestem dozgonnym fanem. Nie sądzę również, aby Umberto Eco, zjadał własne pantofle, umierając ze zgryzoty, w rozmyślaniu czy ktoś wspomnianą pogardę weźmie za szczerość, czy też przyjętą postawę literacką, jako jedynego fikcyjnego bohatera, wspomnianej powieści. Znając zamiłowanie Eco do ironii oraz najwyższych lotów intelektualnej prowokacji myślę, iż ma to głęboko gdzieś…a może nawet skłaniając się ku teorii Im Gorzej, Tym Lepiej… Spośród wszystkich narodów, Niemcom akurat najwięcej się należało…ale również nie mniej dostało się w powieści rodakom Eco🙂 Już w Zapiskach…wyśmiewał mediolański system urzędowy, więc mnie to osobiście wogóle nie dziwi. Nie wydaje mi się również, aby tak wybitny filozof, eseista, pisarz, zajmujący się naukowo semiologią, semiotyką, ESTETYKĄ, znany jako autorytet wielu dziedzin, ceniony beletrysta, zdołał osiągnąć taki status społeczny, kierując się tak wielką odrazą do ludzi, którą właśnie jego pióro nakreśliło w Cmentarzu W Pradze, będąc wprawdzie słowami bohatera, który został wymyślony. Czyżby to więc była sprytnie przemycona awersja, do wszelkich nacji, nawet rodzimej? Nie sądzę… Na początku rozdziału "Kim Jestem" Eco wprawdzie mami nas mirażami uwielbienia do dobrej kuchni, antypatią do Żydów, więc tym wszystkim, co czego przywykliśmy utożsamiać właśnie z Umberto Eco, jednak czy kierując się starym już jak węgiel powiedzeniem, znanym ze szkoły podstawowej jako "Co autor miał na myśli?", uważać powinniśmy te plugawe słowa i obrzydliwości kierowane w kierunku wszelkich innych nacji, jako poglądy samego autora? Ja uważam, że absolutnie nie! W dodatku, gdyby ktoś nie zauważył, w w/w rozdziale, po słowach "…kogo nienawidzę? Żydów, chciałoby mi się powiedzieć…", "…kogo kocham? Nie przypominam sobie kochanych twarzy…najbardziej kocham dobrą kuchnię…", czy wręcz " Przystępując do pisania, czuję się zakłopotany…to tak jakbym obnażał własną duszę na rozkaz…" to zdanie faktycznie jest w stanie wytrącić czytelnika, z prawidłowej oceny sytuacji, oraz interpretacji pod tytułem "Co Miał Na Myśli Autor?"…przyznaję…można by tutaj powiedzieć, że Eco pisze jako Eco, i obnaża czytelnikowi, najbardziej oślizłe oblicze swojej pokrętnej osobowości…ja jednak twierdzę, że to błąd! Twierdzę, iż nie byłoby pewności rozmowy o błędzie, gdyby po pierwsze-główny bohater nie był wymyślony,a po wtóre i najważniejsze, gdyby wszystkie te najgorsze epitety, kierowane pod adresem Żydów i wszystkich innych nacji, nie pojawiły się po jednym, krótkim zdaniu, które to dowodzi iż kreatorem wspomnianych poglądów, nie jest nawet wspomniany bohater…zdanie brzmi następująco "…nie mam nic przeciwko Żydom…o Żydach wiem tylko tyle, co nauczył mnie mój dziadek…" dla mnie, a więc dla osoby, która przeczytała ten rozdział kilkadziesiąt razy, wszystkie te skrajnie nacjonalistyczne poglądy, słowa i myśli, są niczym innym, jak myślami, oraz poglądami dziadka, głównego bohatera, które ukazują się czytelnikowi jako wspomnienia Simoniniego…wnuczka skrajnego nacjonalisty…może nawet faszysty… Zresztą…nawet jeśli okazał by się nim sam wielki Mistrz, i tak nie jest w stanie to podważyć mojego uwielbienia do jego literackiego i nie tylko literackiego umysłu. Polecam również wersję audio, czytaną przez Jarosława Gajewskiego, podzieloną na dwadzieścia siedem plików mp3, o łącznym czasie trwania, nieco ponad piętnaście godzin.
Nie zgadzam się również z opinią naczelnego rabina Rzymu Riccardo Di Segni, jakoby książka była niepotrzebnym źródłem odgrzebywania antysemickich spraw…uważam, iż właśnie dobrze, że tak wybitny pisarz zwraca uwagę na tak perfidne oszustwo, będące źródłem i zarazem efektem Żydowskiej tragedii…to manifest przeciwko nie przechodzeniu obok problemu, nie chowania głowy w piasek, a być może i dla niektórych jedyna okazja do poznania kart historii, godnych potępienia, tak bardzo krzywdzących społeczność Żydowską faktów…uważam, że wspominamy rabin zobowiązany winien czuć się do przesłania podziękowań autorowi powieści, która wprawdzie wspomina fakty historii, prawdopodobnie będące czułym punktem narodu żydowskiego, jednak dyskusja o problemie, jest jedynym możliwym sposobem, na rozwiązanie jego, i moim zdaniem Eco zrobił to w dobrej wierze, a słowa, iż główny bohater jest jedyną fikcyjną postacią, powinny wystarczyć wszystkim tak samo pierwsze słowa rozdziału "Kim Jestem? "…, w których przed słowami "…Przystępując do pisania, czuję się zakłopotany…" padają słowa "…Dwudziesty czwarty marca, tysiąc osiemset, dziewięćdziesiąty siódmy…" to sprawia, że sam piszący ma tyle wspólnego z głównym bohaterem, a z całą pewnością z Jego dziadkiem, co ja z Batmanem, który pewnie pojawi się lada moment, ponieważ już po Trzech Królach…Mam tylko nadzieję, że przyjdzie podczas mojego pobytu w pracy, kiedy to po raz setny, moją uwagę zaprzątać będzie któreś z pudełek z minerwą. To zdecydowanie głębsze doznania, niż obcowanie z facetem z spódnicy, który interesuje się przeważnie wszystkim co dotyczy domowników, prawi morały…wykazuje oburzenie, gdy nie chodzisz do kościoła, lub jesteś rozwodnikiem…żąda zapłaty za każdy przyjęty sakrament, od pierwszego momentu Twoich urodzin…a kogo kocha? Chyba nie swojego Boga…najbardziej kocha małych, bezbronnych chłopców…czyżby kierował się poglądami Simoniniego, iż " Z kobietami nigdy nie dochodzi się do sedna" …" Kobiety są odrażające, traci się tylko z nimi czas…" Kobiety są namiastką onanizmu"… A jeśli za słuszną, przyjmiemy tezę Simoniniego, iż obudzić się z łóżku z księdzem, jest bardziej obrzydliwe niż z kobietą czy mężczyzną, jak traktować myśl, stanowiącą nagłówek strony internetowej pisarza, autora, opisywanej tu powieści, którego większość utożsamia z głównym bohaterem, a której to treść w oryginale brzmią następująco:
"When men stop believing in God, it isn’t that they then believe in nothing: they believe in everything.”
Naturą ludzką jest błądzić, a ponieważ jestem człowiekiem, nie jestem nieomylny, jak niektóre z osób, i to niektóre nawet z bliskiego mi otoczenia…Czyżby dziadek Simoniniego był również w błędzie? Niemców nazywał najniższą kategorią rodzaju ludzkiego. Jeśli tak traktował oficerów niemieckich, aż strach pomyśleć jak plugawe wyobrażenie musiałby mieć, dla przykładu o polskiej sprzątaczce, usługującej niemcowi, która pomimo niechlubnych zasług trzeciej rzeszy, w całkowitym posłuszeństwie, zeskrobuje swoimi grubymi i kręconymi jak u niedźwiedzia paznokciami, każde gówno pozostawione przez niego do sprzątnięcia, za garść miedziaków. Myślę, że Simonini byłby, delikatnie mówiąc, dalece ostrożny w wyrażaniu najmniejszego szacunku do wspomnianej sprzątaczki. Uważając, iż mocz Niemca, zawiera o pięć procent więcej, bo aż dwadzieścia procent azotu…niż innego europejczyka, z pewnością nie podałby Monachijskiej Sprzątaczce nawet małego palca u nogi. Gdyby jeszcze do tego wszystkiego, usługująca niemcowi polska emigrantka wykazywała żydowskie cechy metalne, a rysy twarzy sugerowały by tatarskie pochodzenie…a zupełnie przypadkiem nie omieszkamy wytrącić, iż znam dokładnie kogoś właśnie takiego, Simonini, czy też jego dziadek z całą pewnością pokusiłby się o stworzenie kolejnej, niższej niż niemiecka, kategorii człowieka, w której długo, jeśli nie na zawsze wspomina sprzątaczka pozostawałaby w samotności. Zostawmy jednak już teraz, ten gówniany wątek niniejszego wpisu, aby powiedzieć sobie szczerze- "Cmentarz W Pradze", to kawał dobrej sztuki literackiej a nastroje antysemickie autora, głównego bohatera, czy też jego dziadka lub nawet matki sprzątaczki, są dla mnie tutaj kwestią trzeciorzędną…gorąco polecam!

Wysłane z mojego HTC

bla, bla, bla ;)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s