Sknerstwo Dyplomowane-Afirmacja Bez Granic!


Niniejszy wpis traktuje o sprawach nieco odmiennych, niż mogłoby to się wydawać po przeczytaniu sporej części zawartej w nim treści. Z uwagi na szczególny, osobisty charakter poruszanego tu tytułowego wątku, byłem zmuszony do zamieszczenia słów wprowadzenia w temat, by nagłe przytoczenie, dwóch podawanych tu personalnych przykładów, nie sprawiało wrażenia nachalnego ataku, przeprowadzonego w akcie desperacji i żalu, co jednak skutkować powinno…jak mam nadzieję, odcięciem ostatniej z pempowin, między mną a zachowaniami, których eliminowanie z kręgu mojego bliskiego otoczenia, przysparza mi więcej satysfakcji, niż przyjemności związane z wrażeniami, jakie daje cielęcina duszona w winie, lub choćby steki z Biedronki.
Od momentu, gdy Płocha opuścił szeregi ROT, minęło wiele lat… Jako trzon jedynej piejącej falsetem, obiecującej łódzkiej formacji, spędziliśmy ze sobą bardzo dużo czasu, i to jeszcze wiele lat przed uformowaniem się kapeli, którą wszyscy, a przynajmiej ta wierna większość, utożsamiali bardziej z kultem aborygenów, przemierzającym szlaki autostrady do piekła, niż z nie wiadomo skąd wywodzącą się myślą, uprawiania miłości w windzie, jak również przed pojawieniem się pierwszych zamysłów wspólnego koncertu…choćby z uwagi na odwieczną znajomość naszych rodziców, którzy za czasów naszego dzieciństwa, spotykając się często, całkiem młodzieżowo, i wystarczająco niepoczytalnie…w pozytywnym tego słowa znaczeniu, otwierali nam bramy do rodzenia się najprzeróżniejszych pomysłów, oraz ich późniejszych realizacji. Jeśli chodzi jednak o najbardziej burzliwe, i te najważniejsze czasy ROT, uleciały one skutecznie w zapomnienie, po tym gdy po krótkim etapie działalności Płocha wyemigrował za austriacką granicę, w pogoni za wytyczaniem nowych kierunków, w sprytnie sprywatyzowanej na własne potrzeby samsarze, którą podąża jak się za chwilę okaże, do dziś. W zasadzie od samego początku, lub też prawie od samego początku, towarzyszył nam Pachul, któremu nasz pierwszy perkusista o wdzięcznej ksywie Piwo, nadal pseudo Chypis, tłumacząc to pewnymi wątkami bajki o Rumcajsie. Do dziś, w przeciwieństwie do nas wszystkich, Chypis jak przystało na rasową łajzę, miota się między gatunkami…od country, poprzez Nirvanę, na ciężkim, osadzonym brzmieniu kończąc, obgrywając jako Normals bary mniejsze oraz większe, łącznie z Kongresową, Płocha zaś wszedł mocnym krokiem austroniemiecki folklor, którym od czasu do czasu nękany jestem, w automatycznych powiadomienia FB. Jednak z uwagi na brak związku niniejszego wpisu, z jakimkolwiek aspektem muzycznym, czy też rock’n’roll-owym, pozwolę sobie zmierzać ku meritum. Nie da się jednak ukryć, że z Płochą łączyła nas jakaś szczególna więź… Na przełomie lat 80-90 wyjechałem również w tę samą stronę świata, ulegając chwili słabości, ku "lepszemu", i zupełnie nie przypadkiem trafiłem pod jego dach. Po dłuższym czasie wróciłem do kraju…od tamtej pory widzieliśmy się dosłownie kilka razy…kilka razy rozmawialiśmy przez telefon…w ciągu ostatniego roku, raz lub dwa rozmawialiśmy na Skype…później nawet kilka razy pisałem, wysyłałem smsy, ale bez konkretniejszego odzewu. Kilka miesięcy temu dostałem wiadomość na FB, w której to Płocha zwrócił się do mnie o podanie mojego numeru komórkowego, co spowodowało moje delikatne zdziwienie…przecież mamy swoje numery itd…wysłałem odpowiedź, z dopiskiem, iż kilka razy pisałem na Skype-bez odzewu…Płocha odparł, iż nic nie dotarło…nie komentowałem tego w żaden sposób, otrzymując jeszcze dodatkowe info, że w święta,i gdy będzie w Polsce, zadzwoni do mnie…spoko pomyslalem…może będzie szansa spotkać się… pogadać…powspominać… Gdy dosłownie dzień lub dwa przed wigilią otrzymałem sms, że jest już na miejscu, i możemy umówić się gdzieś na spotkanie, jego sms, a zasadzie chodzi mi tu o tę właśnie formę kontaktu ze mną, nasunęło mi to pewne przemyślenia. Przypomniałem sobie czasy, gdy ówczesna moja towarzyszka życia, współlokatorka, jak mi się wtedy mylnie wydawało- moja druga połowa, którą mój dawny wspólnik określiłby zapewne epitetem-Pomieszanie Kurwy Z Diabłem, chcąc wprowadzić oszczędności w naszym budżecie domowym, pytała mnie…czy nie mogę palić tańszych papierosów?…czy wypijemy sobie dziś piwko jedno-na pół?…lub też czy muszę aż tyle razy spuszczać wodę do sedesu gdy sram, bo ponoć robię to na tyle często, podczas jednego posiedzenie, iż odczuwa wieki dyskomfort, w kwestii marnowania zbyt dużej ilości wody, a co za tym idzie, naszych wspólnych pieniędzy, a tak naprawdę zarobionych przeze mnie, a "wspólnymi" nazywanymi tylko wtedy, gdy potrzebowała czegoś więcej…dla przykładu właśnie ICH SAMYCH, lub wtedy, gdy chciała uśpić moją czujność, co niezbędne było dla stworzenia okoliczności, w których mogła realizować swoje notorycznie, a wręcz chorobliwie przewijające się przez wtedy jeszcze wspólnie przemierzaną samsarę-niecne cele, opierając swoją…jak przystało na wzorcową blondynkę, wymyśloną przez siebie filozofię życiową o przeciwieństwo mizondarii, z domieszką wyrachowanego teizmu, przy którym wielobóstwo jest tak oczywiste, jasne, i zrozumiałe jak podstawy matematyki, w działaniu, o stopniu trudnośc rodem ze szkoły podstawowej…jak 2+2…co pozostając w drastycznym konflikcie z Czterema Szlachetnymi Prawdami, było z jednym z głównych czynników, wpływających na rozpad tej całej farsy-od pierwszego wejrzenia. Przypominając sobię te, oraz inne zachowania różnych osób, bliższych mi bądź dalszych, będąc szczerze zdegustowanym faktem, iż dawny kumpel będąc już w Polsce, w Łodzi, wysyła mi zdawkowy sms…śmieszne…ale prawdziwe… Niewiele myśląc wybrałem numer Płochy, pytając czy w za austriacką granicą jest już tak źle? Czy rozmowy telefoniczne dla takiego człowieka jak On, wprawdzie wykonywane w romingu, są aż tak kuriozalnie drogie, że krótką informację jest zmuszony przekazywać za pośrednictwem FB, lub też sms?opatrując całą wypowiedź delikatną nutą ironii…nie przesadzajmy…co jakiś czas wykonuję również rozmowy do innych krajów europejskich, dzwoniłem nie raz do US i A…i jakoś mam jeszcze co włożyć do gara i założyć na dupę…pod mostem jeszcze nie śpię…zapytałem więc wprost-czy tak już źle w tej Austrii, że musi czekać aż do świąt, aby wykonać do mnie połączenie telefoniczne?…śmiejąc się oczywiście pod nosem, i przechylając kolejnego drinka, dla zachowania satyrycznego charakteru naszej rozmowy. Wspomnianą blondynkę…tą od wody w kiblu…wypadałoby może też spytać, czemu wywożąc dziecko z kraju na stałe-nielegalnie…nie jest w stanie przez pół roku sprawić sobie tak popularnej, i taniej już nawet w polsce usługi, jaką jest internet, aby dziecko miało możliwość, choćby w ten sposób, raz na jakiś czas zobaczyć ojca i porozmawiać z nim?…ja nie jestem nieszczęśliwym posiadaczem etatu sprzątaczki, a jednak w swojej sieci figuruję jako szczęśliwy posiadacz kilku urządzeń, oraz czterech mobilnych internetów…komunikacja ze światem nie jest dla mnie żadnym problemem mimo, iż nie odbieram co miesiąc pensji w kwocie porównywalnej z kwotą otrzymywaną przez prezesa Amber Gold… Wykazując jak sądzę, wystarczającą cierpliwość wobec takich zachowań, skutecznie jednak odcinając się od nich, bądź podobnych…co sprawia, że grono moich, nie tylko znajomych ale również i najbliższych mi osób jest…jak to by rzec…NIELICZNE ALE ŚLICZNE, umówiłem się z Płochą w Manufakturze na piwo, po czym nie poszedłem, w celu wyeliminowania potencjalnego prawdopodobieństwa, wystąpienia podobnej sytuacji w przyszłości! Ktoś zaraz tu pewnie zaprotestuje! Do czego to podobne? Jak tak można? Co za maniery?…i takie tam pseudo-moralne gówna…mnie to nie wzrusza…Po dwudziestu latach, jako właściwą metodę kontaktu z kumplem wybrać formę sms, czy też wiadomości na FB?…To jakoś nie po mojemu chyba, że piastując dość dobre stanowisko pracy, uzyskuje się miesięczne przychody porównywalne z dochodami przeciętnego, stałego rezydenta paryskiego metra…no wtedy rozumiem…choć wtedy jak domniemam, utrudniony byłby również dostęp do wspomnianych usług internetowych, których wyżej przytoczona matka broni dziecku do kontaktu z ojcem…chyba, że jej obecny mąż wykazywałby chorobliwą skłonność ku przetrzepywaniu portali randkowych, w celu zaspokajania potrzeb, których specyfika pozostaje obcą, bądź nieakceptowaną dla jego własnej żony. Może i faktycznie w tej zachodniej Europie tak ciężko…tak trudno powiązać koniec z końcem…nie każdego, dobrze sytuowanego stać na wykonanie krótkiej rozmowy międzynarodowej, czy uruchomienie internetu, a to że od zawsze myśleliśmy, iż właśnie w naszym kraju jest tak szaro, trudno i biednie, jest zwykłą dezawuacją medialnych doniesień? Dupa! Dupa! Dupa!…jak powiedziałby mój ulubiony bohater, jednego z telewizyjnych seriali… Jak pewnie niejeden z czytelników tego wpisu, byłem w wielu krajach europejskich, więc protesty, wszyscy Ci protestujący wobec mojej opinii, mogą sobie w buty wsadzić…wszyscy wiemy o co chodzi…Sknerstwo Dyplomowane! A Fuj! Ponoć nie ma nic głupszego od mądrości ludowych. Pierwsza z nich głosi: "Sknerstwo jest najstarszą córką łakomstwa". Druga z nich sugeruje: "Oszczędność słowa, to jedyne sknerstwo, które innych nie boli". Na koniec więc, ta druga z myśli, do której nie zastosowałem się absolutnie, nie będąc nadto oszczędnym pisząc ten wpis, choć zgadzam się z nią bezsprzecznie, niech będzie moją głośną manifestacją, podkreślającą znaczenie tej pierwszej.

Wysłane z mojego

bla, bla, bla ;)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s