Nastrojowy Mini Market


Sklep, którego zdjęcie zamieszczam bez zgody właściciela obiektu, w niniejszym wpisie, zdaje się z pietyzmem kultywować PRL-owskie przyzwyczajenia, polegające na wyłączeniu wszystkich lodówek, gdy tylko nadchodzi chłodniejsza pora roku, aby trwając w takim stanie do pory ciepłej, zaoszczędzić garść moniaków na energii elektrycznej. Ekspedientka zapytana z czego wynika brak schłodzonych napojów, jak Coca-Cola, bo o nią właśnie pytałem, i co z wymaganiami dystrybutorów, którzy sygnują lodówki nazwami własnych marek, swoją odpowiedź utrzymuje w nastroju…można by rzec…opiekuńczości o stan zdrowia klientów, jak również całkowitej empatii wobec wspomnianych. Nie zauważa jednak, że oszczędzanie na poborze energii lodówek, które pamiętam, i irytowało mnie już od wczesnego dzieciństwa, czyli czasów tak utęsknienionej przez niektórych komuny, jest znane polskiemu społeczeństwu od lat, i podczepianie takiego działania pod jakiekolwiek szczytne idee, jest jedynie śmieszne…wszyscy natychmiast wiemy, że albo próbuje się wmówić nam, klientom…jakąś kolejną bzdurę, i tradycyjnie robić nas w człona, albo faktycznie ekspedientka, wierzy w to co mówi, bo tak kazał jej pracodawca, i za sprawą ułomności swojego blond umysłu, powtarza z uporem maniaka, że powodem jest to właśnie, iż wszyscy klienci chcą teraz pić wyłącznie ciepłe piwo, i ciepłe napoje…które w nazwie pełnej zawierają…pozwolę sobie przypomnieć wyraz "chłodzące"…przypominam zarówno blond ekspedientce, jak i jej pracodawcy…albo zwyczajnie goniona przez niego, z kąta w kąt…okazjonalnie, lub też cyklicznie, nie sprzeciwiając się jego zaleceniom w kwestii-co mówić gdy klient spyta, nie chcąc budzić między sobą i nim nastrojów alarmistycznych, powtarza tę samą formułę, licząc na…nie wiem co? Gdyby wysiliła swoje zwoje, porywając się na wprowadzenie odrobiny logiki w swoim toku myślenia, który jest mankamentem nie tylko ekspedientek, ale chyba większości kobiet, co daje się odczuć ostatnimi czasy coraz częściej, sama może doszła by do wniosku, że łatwiej załapać infekcję gardła, pijąc gorącą herbatę po powrocie z mrozu, niż po wypiciu Coca-Coli z lodem. Może doszła by też do tego, że aby posiadać tę wiedzę, nie jest potrzebny tytuł docenta, z zakresu medycyny, a wystarczy jedynie radio i telewizor. Wiedziała by również to, że na anginę, lekarze zalecają duże ilości lodów, a na grypę jelitową duże ilości Coca-Coli. Zdawała by sobie sprawę, że znajduje się w centrum europy, objęta dyrektywami UE, i nie są to ani czasy komuny, i nie Krużewniki tylko centralna Polska. Można by przyjąć hipotezę, iż bzdurę o ciepłych napojach-skądinąd chodzących wymyśliła sama, jednak wcześniejsze odniesienie do czasów komuny, przypomnienie tego ostentacyjnego postępowania wobec klienta, który kupuje napój chłodzący nie po to aby się na Boga ogrzać, wyklucza całkowicie tezę, jakoby wspomnianą ekspedientkę, można było podejrzewać o tak wybujałą inwencję myślową. Aby paradoksów nie było zbyt mało, pomimo wyłączonych lodówek,
czyli ewidentnego zagrywania sobie sklepikarza-handlarzyny z klientami w fallusa, obok kasy, w ladzie chłodniczej przeznaczonej na produkty spożywcze, jak nabiał, wędliny itd…stoi około dziesięciu butelek z alkoholem, różnych gatunków, przygotowanych dla spragnionego procentów klienta mimo, iż wódki do napojów chłodzących, zaliczyć w żaden sposób nie da się…ciekawostka, prawda?…Pewna znana mi dość dobrze, świętej pamięci siedemdziesięcioletnia kobieta, mieszkająca w U.S.A kilkanaście lat, po powrocie do Polski piła jedynie napoje z lodem, bez względu na porę roku, więc to nie jest tak, że zimą wszyscy piją jedynie ciepłe napoje. Czasy komuny odeszły do lamusa, mamy kapitalizm, każdy ma prawo wyboru, jaki chce pić napój chłodzący, czy rozgrzewający, a jeśli właściciela nie stać na utrzymanie lodówek, bo być może zimą sprzedaje się tych chodzących faktycznie nieco mniej, powinien może zająć się handlem obwoźnym, handlując gwoździami albo innym prostym asortymentem, nie wymagającym od właściciela zaprzęgania mózgu do prowadzenia biznesu, redukując w ten sposób nakłady na utrzymanie, brzydko mówiąc swojego małego interesu, nie zmuszając nas do jeżdżenia po całym osiedlu, w potrzebie zakupu schłodzonej coli z jednoczesnym ośmieszaniem siebie samego swoim tandeciarskim wciskaniem nam kitu, o powodach wyłączonych lodówek, kitu starego, i znanego nam wszystkim jak przedwyborcze obietnice. Smutne, a zarazem potwierdzające nierzetelność takiego podejścia do klienta, przez przedstawicieli rynku spożywczego, jest też to, że nie jest to przypadek odosobniony…wręcz przeciwnie…skala problemu jest przeogromna, a wskaźnik tego procederu, utrzymuje się na dość wysokim poziomie.
Powodów też jest kilka. Począwszy od kiepskiej sytuacji ekonomicznej, poprzez niekompetencję sklepikarzy, na ich cwaniactwie kończąc. W sklepie, który mieści się w budynku jakieś dwieście metrów obok tego przedstawionego na zdjęciu, mają w swym asortymencie Coca-Colę, mają również Pepsi, jednak Coca-Coli nie dostaniesz tam schłodzonej, kupując nawet butelkę o objętości jednego litra, schłodzoną możesz poprosić jedynie Pepsi. O tym jednym litrze wspominam, ponieważ często sklepikarze próbują wciskać kit, że dwulitrowe butelki nie mieszczą się do lodówek, a o drugim sklepie, wspominałem z powodu motta, które kiedyś słyszałem od znajomego pracującego w Coca-Coli, które podobno mówi o tym, że głównym celem firmy Coca-Cola jest to, aby ze swoim produktem, przynajmniej w butelce 0/33 dotrzeć do każdego sklepu w Polsce. Jeśli to prawda, to wspominany sklep, wcale nie mały, a nawet ośmielę się stwierdzić, że bardzo duży, został przez dystrybutorów tego najsłodszego napoju świata, o jednocześnie największej zawartości CO 2, zwyczajnie zaniedbany, pominięty, zapomniany…sam nie wiem…Ja kiedyś wolałem Pepsi, dziś jest mi to zupełnie obojętne, i używam generalnie tych napojów głównie do drinków, ale znam ludzi, dla których to wielka różnica. Kiedyś pytając w sklepie spożywczym o przyprawę DO SPAGHETTI firmy KAMIS, otrzymałem taką oto odpowiedź "…nie…nie ma…jest tylko słodko-kwaśny…w słoiku…". To akurat sytuacja, która wydarzyła się w małym mieście, więc mógłbym żartobliwie stwierdzić, iż jestem w stanie zrozumieć, że dla takiej małomiasteczkowej świadomości, może nie być różnicy między przyprawą w formie mieszaniny suszonych, drobno zmielonych ziół, a słodkokwaśną mazią w słoiku. Jednak nie byłoby to fair wobec mieszkańców mniejszych miast. Dlatego stawiając ich na równi z kompetencjami handlarzyn, sprzedawców, ekspedientek miast największych, jestem zmuszony do stwierdzenia, że nie jest to wcale niekompetencja…wydaje mi się, że to już jest debilizm, albo coś bardzo blisko koło tego….oczywiście dodać należy, że powyższą odpowiedzią, obdarowała mnie kobieta.
Tak czy owak to zwyczajna WIOCHA, na której cierpią klienci…jak było właśnie w moim przypadku. Oczywiście niewiele my jako klienci możemy zaradzić temu zjawisku, nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby zapytać ekspedientkę, czy przedstawiciel Coca-Coli wie m tym, że jego lodówka jest wyłączona-co dziś zamierzam uczynić…nie widzę także przeciwwskazań, do wywołania odrobiny zamieszania w postaci wysłania na pocztę firmową właściciela tytułowego małego interesu, linku do tegoż właśnie wpisu, co uczynię niezwłocznie po ustaleniu wymaganego adresu mailowego, aby po zawaleniu się struktur komunistycznych, a wraz z ich upadkiem, zniknięciu takich instytucji jak Książka Życzeń I Zażaleń, zaakcentować jednak swoje niezadowolenie, z działań nierzetelnie funkcjonującej jednostki. Upublicznienie nierzetelności funkcjonowania firm czy instytucji, szczególnie w takich mediach jak internet, telewizja itd…przynosi często skutki lepsze, niż sankcje prawne.

Wysłane z mojego HTC

bla, bla, bla ;)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s