Inside Jest Już Zdecydowanie Outside !


Po wczorajszej wizycie u Inside-ów, stwierdzam-chuja nie urywa! Fatalne warunki akustyczne pomieszczenia, a w zasadzie teraz dwóch pomieszczeń, które powstały w wyniku pozbycia się dzielącej je ściany, wraz z szybą. Kiedyś, na początku przygody z nimi, stwierdzałem-szału ni ma! Niestety jest coraz gorzej…oprócz negatywnych efektów, wyżej przedstawionych zmian architektonicznych studia, dało się w dotkliwym wymiarze zauważyć nikłe możliwości, a w zasadzie ich brak-jak na warunki studyjne, ingerencji w odsłuch, z poziomu zarówno poszczególnych źródeł dźwięku, jak i jakiekolwiek peryferia…to co było kiedyś na Kopernika, odsłuchy podłogowe, czy jak później słuchawkowe, sterowane osobno i niezależnie, z poziomu osobistego mixera odsłuchowego, każdego z muzyków, odeszło w zapomnienie. Obecny stan rzeczy, nie daje żadnego komfortu, poza dachem nad głową, który chroni przed deszczem, i kilkoma ścianami, zapewniającymi osłonę przeciwwietrzną. Na samym początku głos miałem bardzo chwiejny, jednak z uwagi nie śpiewania przez ostatnie dwa lata, uważam to za normalną sytuację, która po jakiejś godzinie zaczęła się stabilizować, co skutkowało coraz bardziej kontrolowanym stawianiem tonów. W Glad Awake, opisywane wyżej braki w odsłuchu spowodowały spore koksy w zwrotkach…co też uważam za usprawiedliwioną sytuację. Jeśli chodzi o pamiętanie tekstów, było bardzo dobrze, w nielicznych barkach wspomagał mnie mój Galaxy Tab. Jeśli chodzi o test stoperów, dousznych, o którym nadmieniałem przy okazji poprzedniego wpisu, dotyczącego bandu Inside, zamieszczonego dwadzieścia dwa wpisy wcześniej, i alternatywy wybrania się do studia w tym celu, muszę przyznać, że jeśli chodziło zatyczki EARPAD EARSONIC, efekt opisany przez producenta, występuje jak najbardziej…mamy tu do czynienia z faktycznie osiągniętym minimalnym współczynnikiem tłumienia, oraz podbiciem górnych częstotliwości, jak i ogólnym wrażeniem zyskania selektywności wszystkich źródeł dźwięku, jednak z powodu konstrukcji polegającej na uformowaniu zatyczki w taki sposób, że posiada ona dwie kryzy, nie jak każda typowa zatyczka, trzy lub więcej, co powoduje szczelne zamknięcie światła kanału usznego, nie jest tu możliwe uzyskanie efektu śpiewania "przez ucho wewnętrzne", dlatego lubiącym taki komfort odsłuchu wokalistom, model ten odradzam. Znakomicie natomiast mimo swojego taktycznego przeznaczenia w, spisały się zatyczki Combat Arms Earplugs CAE, w których wykorzystanie możliwości otwierania, i zamykania światła kanału słuchowego, bez potrzeby wyjmowania zatyczki z ucha, jest rozwiązaniem rewelacyjnym dla wokalisty, dając mu wybór, w którym uchu zamknąć światło przewodu słuchowego, aby uzyskać efekt "śpiewania przez ucho wewnętrzne", a w którym otworzyć stoper, aby dokładniej słyszeć docierające dźwięki z jednoczesnym tłumieniem na poziomie -10dB. Ma to duże znaczenie, przy wyborze, który instrument, z której strony sceny, chcemy słyszeć lepiej? Jeśli chodzi o moje ogólne odczucia, po wczorajszym spotkaniu, zważywszy że to moja chyba już trzecia, albo i czwarta edycja współpracy z tym zespołem, odniosłem wrażenie jakbym miał za chwilę odgrzewać starego kotleta, po którym albo puszczę brzydkiego bąka, albo skończy się przynajmniej zgagą. Bęben niczym noworodek, figlarnie klepany po pupie, w moim odbiorze bez energii, typowo po amerykańsku, czyli precyzyjnie ujmując-z olbrzymią tendencją obciągania tempa, i pomimo grania przez całe życie z metronomem-rażąco nierówno. Ociężała stopa, słaby werbel, nierówne "młyny"…Bęben nie brzmi…no może z całego zestawu najbardziej brzmią blachy…cały brzmiał bardzo dobrze na Kopernika…tomy podobały mi się najbardziej, teraz nie zachwyca mnie w nim nic. Okazjonalnie i przypadkowo pojawiający się rimshot sprawia, iż o nowoczesnym, zawodowym przekazie, można tu długo dyskutować. W bassie, jak zawsze mało zdefiniowane dźwięki, w sensie artykulacji…brzmienie basu-nijakie…dom kultury lat osiemdziesiątych…jak na posiadacza dziesięciu wzmacniaczy basowych, oraz dwudziestu basowych gitar, to karygodne. To wszystko co można napisać o basie, by nie dodawać przerwy w lucie gdzieś w okolicach gniazda wejściowego w preampie, która co jakiś czas, uniemożliwiała kontynuowanie próby. Gitara, choć najbardziej ujmująca poziomem wykonawczym, co mogłoby brzmieć paradoksalnie, z uwagi na młody wiek Łukasza, mimo bogatego zaplecza technicznego w postaci całego back-lineu, swoim telefonicznym brzmieniem…jak domniemam celowo dobranym, nie dodaje zespołowi ani energetyczności, ani tego czegoś, co Krzychu uważa za "dziwne"…w tym przypadku brzmienie dziwne na tyle, że nikt inny właśnie tego nie stosuje. Nie wiem czy akurat takie brzmienie ktoś stosuje czy też nie,podobnych brzmień telefonicznych gitar, słyszałem multum, jednak w tym przypadku, gdzie z założenia na poziomie kompozycji, nie mamy no czynienia z czynnikami, składającymi się na pokłady energii, jak choćby unisona gitary i basu, które również występują tu sporadycznie, brzmienie gitary jest dla mnie zwyczajnie słabe, bez "mięcha". Artykulacja, "punktualność" gitary, na wysokim poziomie, jednak spłaszczone jej pasmo, Jest to oczywiście moje prywatne zdanie, które może jest wynikiem gustu, może wynikiem złego gustu, a może zwyczajną pomyłką. Szczerze pisząc, mało mnie obchodzi czyjakolwiek opinia mojej oceny, która na dziś jest taka a nie inna. Z całej wizyty, ujmująco zapadł mi w pamięci zaprezentowany nowy numer, oraz wiszący na ścianie, wysoko pod sufitem "kogut"…w sensie sygnału świetlnego, koloru czerwonego jak pamiętam, a więc dotyczącego jeśli się nie mylę pojazdu jadącego w kolumnie…według polskich przepisów… Nowy numer bardzo dobry, zarówno słyszany z nagrania jak i w wykonie na żywo, sprawiał wrażenie "jadącego", czego o starych utworach powiedzieć nie mogę. Nowo pojawiające się wizje kontynuowania tego projektu dla przedstawionych mi wczoraj idei, wraz z inwestowaniem czasu, którego nie mam i tak zbyt wiele, w powiązaniu z prognozowanymi profitami, płynącymi z założonego planu, czynią całą tę propozycję mało atrakcyjną. Festiwal Ryśka, koncert w WFF w Łodzi, czy trasa, jak to nazwano na wczorajszym spotkaniu ciągiem czternastu koncertów…nie wiem czemu akurat czternastu?…nie piętnastu, czy trzynastu…przyznaję, fajna przygoda. Jednak z uwagi na plan finansowania tych przedsięwzięć, w jakiejkolwiek części z własnych środków, czyni je…przynajmniej dla mnie-nie do zaakceptowania. Przyjmując, że początki komponowania tego materiału, sięgają kilkunastu lat wstecz, nie można również oprzeć się wrażeniu, że najzwyczajniej w świecie materiał ten zdezaktualizował się, na długo przed rozpoczęciem mojej współpracy z bandem, która miała miejsce ładnych kilka lat temu. Wobec powyższego, nie znajduję tak naprawdę, żadnego z pozytywnych czynników, mogących wpływać dodatnio, na podjęcie przeze mnie decyzji wiążącej mnie z projektem Inside, choćby jedynie w zakresie dwóch najbliższych, lipcowych koncertów, i choćby miało to skutkować ich odwołaniem, jak sugerował wczoraj Główny Dyrygent. Aby nie zarzucać mi wytykanie samych negatywów, pokuszę się o przyznanie dobrego smaku w wyborze olbrzymich dywanów powieszonych na ścianach, jak domniemam w celu zmiany akustyki pomieszczenia, które z uwagi jednak na swoje "kościelne" wzornictwo, oprócz właściwości pochłaniania fali akustycznej, porażają wręcz swymi walorami sentymentalnymi, przywołując nutę PRLu, co daje absolutne poczucie spójności stylistycznej miejsca i wałkowanej w nim nieprzerwanie artystycznej konwencji.

28.05.2013 (19:00)

Wysłane z mojego HTC

bla, bla, bla ;)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s