Operatorzy Labadziar Pod Przywództwem Nimfomanki, Czyli: Viva Lo Sfruttamento!


Jak twierdzi jedna z bardziej znanych w środowisku łódzkich nimfomanek, pani „I” zwana Wielkim Zadem, amatorzy skośnookich labadziar, to środowisko zdeprawowane, składające się z samych pijaków, ćpunów, żuli i tumanów, którzy nie dostrzegają kurestwa i dziadostwa praktykowanego na nich przez komorkę kierowniczą, a nawet jeśli byłoby inaczej, to i tak nie mają takich jaj powyżej, lub też poniżej kolan…w zależności od szczodrości natury, które dawałyby szansę otwarcia gęby, i walki o swoje sprawy, gdy zajdzie taka potrzeba, a „GÓRZE”, wręcz przeciwnie, komplikowałyby działania, polegające na napychanie sejfu kabzą, w którym i tak z reguły spoczywają wędki fanatyka czarnej tetenówki, oraz Heńka Rąbieńka. Z opowiadań zasłużonego pracownika firmy, zasłużonego bardzo, co wynikało choćby z Jego koloru włosów, już wiele lat temu, dowiadujemy się, iż pani „I” przybyła przed laty do firmy jako szary pracownik. Z uwagi jednak na brak jakichkolwiek predyspozycji w kierunku uprawiania zawodu, polegającego na wykonywaniu prostych czynności produkcyjnych, z obsługą maszyn mechanicznych, do czego zresztą została zatrudniona, oraz z przyczyn, polegających na wrodzonych predyspozycjach, kręcenia jeszcze wtedy podobno nie tak olbrzymią jak teraz dupą, została w krótkim czasie zdegradowana z funkcji prostego robola do nic nierobiącej, jednej z wielu w firmie, obijaczki, przeniesiona do biura, gdzie została w konsekwencji „naczelną”. Z uwagi na Jej dość długi staż w branży, można by stwierdzić, iż kobieta ma nosa do ludzi, potrafi w mgnieniu oka przejrzeć ich na wylot i ocenić, z uwagi jednak na moją również wystarczającą znajomość tematu tej firmy oraz osobliwe mentalności osób nią zarządzających, z przedstawicielami handlowymi, informatykami, programistami, grafikami, i piętnastoma osobami zatrudnionymi biurze, zaznaczyć sobie pozwolę, iż generalizowanie i traktowanie wszystkich jak pani „I”, tą samą miarką, w twierdzeniu, iż wszyscy podlegli Jej pracownicy stanowią społeczny, intelektualnie-mentalny margines, jest zbytnią przesadą i odnosi się w rzeczy samej, według mnie oczywiście, najwyżej do 99, 99 % przedstawicieli, wspomnianej wyżej grupy zawodowej, co i tak uważam za niezły wynik, jeśli chodzi o selekcję, w doborze potencjalnych pracowników, i całkiem pozytywnie świadczy o metodach rekrutacyjnych działu kadr przedsiębiorstwa. Paradoksem jest być może tutaj również fakt, że do wspomnianej grupy tumanów, należy też włączyć bezsprzecznie całą kadrę kierowniczą, krótko mówiąc, cały parter firmy, z nieznacznymi wyjątkami. Tytułowi operatorzy, dzielili się na kilka podkategorii, od nadgorliwców, poprzez podpierdalaczy, jak Robocop, na chamskich moherach kończąc, jak choćby pani „L”. Pasjonaci wszystkim i niczym, od sportów wodnych, po psychologię społeczną, eksperci od wszystkiego, nie wyłączając przede wszystkim swojej dupy, mizerią swej sztywniackiej fantazji, tępotą trącającą o PISowski fanatyzm, i miernotą gustu, dzień w dzień „zatruwali moja dupa”, jak Boratowi Nursultan Tuljak Baj…powiadałem sobie każdego dnia, przed laty. Polegając na zdaniu naczelnej, która nie była mi znana jeszcze ze swojej pokrętnej strony, przekonany o tym, jak to owe ponad 99 % roboli, poglądami wyhechłanymi z resztek utwierdzenia w swym doświadczeniu życiowym, jak dajmy na to niejaki KAJAK, nurzając się nieświadomie w nadmiarze niedostatku owego doświadczenia…raczej, próbują zmieniać świat, narzucić mi…nam swoje niepodważalne tezy życiowe, robiłem swoje minimum, zdobywając wiedzę o środowisku, o którym nikt z tzw. GÓRY nie myślał nawet przez chwilę pomyśleć, jak o zwykłym, normalnym, starającm się, lojalnym pracowniku, a szczególnie o tej nieznacznej mniejszości, która z całą pewnością zasługiwała na ocenę inną, niż Ci o których kilka słów padnie za chwilę. Kazahskie małpy cyrkowe… śmieszne… głupie… niepotrafiąc dostosować się do realiów życia, tkwiąc w przekonaniu swej wyższości intelektualnej, oraz ekonomicznej, swoim pseudobłyskotliwym świńskim kaszlem, wywołując bardziej żałosne poczucie żalu, niż mojej empatii, stali się wzorcowym przykładem neuronowej entropii, będącej wynikiem chronicznego zaniku synapsów…jako zarazy cywilizacyjnej…w mniemaniu parteru i nie tylko. Tkwiąc w więzieniu śmieciowego systemu egzystencjalnego, skacząc do góry jak pajacyki, z powodu każdej rzeczy, która ich dotyka, niczym każdy spotykany na ulicy amerykanin-zawsze odpowiadający : „…I’m fine…”, bez względu na to, czy właśnie wyrzucili go z pracy, żona dała dupy sąsiadowi, biorąc wszystko za szczęście…samo w sobie, godzili się na wszystko, by tylko zaskarbić sobię zaufanie Prawicy firmy.
Chełpiąc się swoją euforią, wynikającą z niby spełnienia seksualnego, niczym znana SZUMOWINA i erotoman-gawędziarz, czerpali ochłapy satysfakcji z podniecania się atrybutami swych skośnookich kurewek, zakupionych po atrakcyjnych, niewygórowanych cenach, gdzieś na wschodzie, lub u cwańszego od nich handlarza trefnym towarem gdzieś bliżej, strefie euro… Pielęgnując je z pietyzmem, godnym perfekcyjnej pani domu, wynoszą je na piedestał życia, budując na nich swe życiowe priorytety, marzenia i ambicje. Komiczne karykaturki swej podświadomości, ukrywające braki osobowości pod płaszczykiem domniemanej asertywności, z patentem na rację NAJMOJSZĄ, sprzedaliby pięć razy, każdego ze swoich współpracowników, by tylko wyrwać intratniejsze zlecenie, dające szansę na przytulenie korzystniejszej stawki dziennej, jaką nie wszystkim oferował w tamtejszej firmie, kuriozalny system akordowy. Nimfomanka oceniała wszystkich jak buraków, nie stosując żadnego rozgraniczenia, upodlając czasem nawet tych, którzy w myśl etyki zawodowej, dbając o dobro przedsiębiorstwa, zgłaszali Jej wszelkie nieprawidłowości, jakie tylko zaobserwowali. Robiła to kiedy miała tylko ochotę, a oni i tak skomleli pod Jej drzwiami, gdy tylko udało się zdobyć ważną informację, z której mogła być zadowolona. Były to jeszcze czasy, w których posiadanie trzech mobilnych internetów i czwartego wifi w domu należało do luksusów, dlatego ja czerpałem inne korzyści. Przynosiłem dyski i korzystając z ich sieci ciągnąłem co się tylko dało, włączałem wypalanie, i rano, gdy pojawiały się ponownie w pracy, miałem wiele ciekawych nowości do oglądania, czytania, czy odsłuchiwania na domowym komputerze. Poza tym jako jedyny poza biurem, oprócz internetu, miałem swój, osobny pokój, zamykany od środka. Majac ze swojego komputera dostęp do wszystkich komputerów firmy, mogłem w chwilach nudy, zająć się dla przykładu lekturą, która spoczywała dwa piętra niżej, na dysku innego komputera biurowego, pani Krysi, Kiki, Heńka, czy innych, dowiadując się o osobistych sprawach , wyżej postawionych pracowników, o których nikt nie miał bladego pojęcia…od prywatnych zdjęć, poprzez prywatne pracę dyplomowej, na dokumentach kredytowych firmy kończąc. Bywało, że naczelna odwiedzała mnie w moim pokoju, próbując wkręcać mnie w najprzeróżniejsze intrygi, wypytywała o różne sprawy, bądź urządzała prowokacje, a ponieważ nigdy ode mnie niczego nie dowiedziała się, w akcie zemsty przysłała mi informatyka, ktory przepraszając mnie oświadczył, iż dostał polecenie odcięcia mi łącza. Zawsze traktowała wszystkich jednakowo. Osiągała cele podążając do nich po trupach. Nikt nie stanowił dla niej problemu, nikt też nie mógł być Jej sojusznikiem. Wszyscy oprócz Jej własnego JA, byli ścierwem, i próbowała trzymać to wszystko mocno za ryj…w kupie…za to w końcu brała profity, ale nie do końca zawsze wszystko się Jej udawało. W przypadku mojej osoby, nie poszło Jej jednak tak łatwo, i nie zawsze dostawała ode mnie to czego wymagała, a w zasadzie przeważnie nigdy. Wychodząc jednak na przeciw logice, wspomnianej NIMFOMANKI, odważyłbym się postawić tezę, iż taka personifikacja kurestwa, czy dziadostwa, jaką przypisywała wszystkim oprócz sobię, a w każdym razie nierzetelności, niekompetencji, oraz niedorozwoju intelektualnego nie dotyczy jedynie tej części uciemiężonej, czy rzec by można inaczej części nie mającej nic do powiedzenia…części biernej opisywanego środowiska, a wręcz przeciwnie-góry, czy elity również, a może nawet i przede wszystkim…jak napisałem na początku tego postu, pozostając w zgodzie choćby z zasadą „Kto z kim przystaje…”. Myślę, ze ten półświatek ćwierćinteligentów jest cały, jest sam siebie wart, z wyłączeniem oczywiście tej wspomnianej jednej setnej części procenta, do której niezaprzeczalnie ani Robocop, ani pan Heniek, a nawet Nimfomanka, jak i cała masa innych przedstawicieli tej „chlubnej” czesci opisanego środowiska zawodowego, zaliczyć się nie może. A jeśli chodzi o skłonności do nimfomanii pani naczelnej, których efektem jak domniemam było zaoferowanie mi osobistej pomocy, przy wykonaniu przeze mnie potężnego zlecenia na ploterze laserowym, w godzinach nocnych, w jedynym, autonomicznym pomieszczeniu firmy, biorąc pod uwagę absolutny brak jakiejkolwiek Jej wiedzy, przydatnej przy pracy z takim urządzeniem, i tego rodzaju czynności uważam droga Pani…nie ma co się wstydzić…ludzka rzecz! Nie chciałbym aby Pani Naczelna czuła się urażona, z powodu odrzucenia przeze mnie wspomnianej propozycji, czy też z powodu wykonania w całości zlecenia, bez Jej pomocy dlatego dodam tylko, że z powodów, które pozwolę sobie zachować do dziś, od tamtego dnia w tajemnicy, wolałem skupić się na pracy.

bla, bla, bla ;)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s