Naga Osobliwość


Jestem wolnym człowiekiem co oznacza, że mogę przyjść do pracy w dni wolne od pracy, jeśli mam taką ochotę i potrzebę. Gdy takowej nie posiadam, mogę w dni wolne od pracy oddawać się rozkoszom wszelakim…krajoznawczym…alkoholowo-towarzyskim, seksualnym, czy choćby zwykłemu nic nierobieniu, czyli lenistwu. Nigdy nie walczyłem o wolne soboty, niedzielę, święta jak również o to aby w dni takie, pracę komukolwiek umożliwiać czy narzucać. Nigdy nie należałem do żadnych formacji rodem z PRL u jak związki zawodowe, czy inne komunistyczne instytucje pracownicze. Jestem wolną jednostką, żyjąca w powiedzmy wolnym kraju, na tyle wolnym,że jeśli pojawiły by się naciski wobec mojej osoby, ze strony pracodawcy, mogę zawsze zmienić pracę, bądź podać w razie potrzeby pracodawcę do sądu, jeśli działania o których pisze, miały by nosić znamiona mobbingu. Nigdy nie dyskryminowałem tych, którzy chcą pracować w dni wolne, jak również tych, którzy nie mają takiej potrzeby, ochoty, albo i jak czasem bywa wystarczającej kondycji fizycznej. W zakresie opisywanego przypadku nie ulegam naciskom matki, żony i kochanki, czy reżimowi cioci, babci lub teściowej. Sam podejmuję stosowne w tej materii dla mnie decyzje, dladego uważam,iż szczególnie właśnie ktoś taki jak ja, ma prawo w zakresie tych decyzji, dotyczących konkretnie tej właśnie kwestii wyboru, zmieniac swoje zdanie, bez narażania się na dyskryminację czy pośmiewisko, w przeciwieństwie do związkowca, który strajkując walczy o wolne dni, wyśmiewając chętnych do pracy w dni wolne od pracy, po czym oddaje się czynnościom pracowniczym w dni wolne od pracy. Należalo by tutaj zadać pytanie brzmiące: „Gdzie tu konsekwencja…honor, czy choćby odrobina wyczucia sytuacji, lojalności, czy w ogóle logiki…?” Nid da się ukryć, iż ów nieszczęśnik, brakiem jakiejkolwiek spójności między tym co mówi, czy konsekwencji w tym co czyni , wraz z postawą wyśmiewającą, tak na prawdę sam naraża się na pośmiewisko i szczerze ujmując nie tylko wyłącznie na pośmiewisko, zarówno ze strony tych, w sprawie których walczy, jak i tych, których raczy wyśmiewać, Tak wewnętrznie sprzeczne postępowanie prowadzi wyłącznie do jednego wniosku. Jeden z moich ulubionych mówców w tym kraju, zwykł określać tak postępujące jednostki niedorajdami umysłowymi, co w mej ocenie jest celującym sformułowaniem. Jak pewnie wielu czynników zorientowali się, termin będący tytułem niniejszego wpisu, nie wywodzi się z psychologii, więc wydawać się może nieadekwatnym do kwestii tutaj opisywanej, dlatego właśnie pozwolę sobie nadmienić, iż użyłem go jednak mimo wszystko celowo, z uwagi na jego znaczenie, funkcjonujące w jednej z moich ulubionych dziedzin nauki, jako analogię do zjawiska nieprawdopodobnego, w zasadzie od zarania ludzkości, jedynie czysto teoretycznego. Oczywiście pomimo pozornej rzadkości występowania przypadku opisywanego nieszczęśnika, biorąc pod uwagę, iż postępowanie takie nie wynika z oparcia o jakąkolwiek logikę, a raczej o jej brak, być może o parrenting wieku dziecięcego na niskim poziomie, przyjmując założenie, iż podstawą może tu być biorąca górę nad wszystkim innym osobliwa mentalność, w postaci upośledzenia funkcji kognitywnych, paradoksalnie można by stwierdzić, iż jeśli chodzi o osobliwą mentalność, nie mamy już do czynienia z czymś rzadko występującym, a wręcz przeciwnie. Niedorajdy umysłowe, charakteryzujące się osobliwą mentalnością, skutkyjącą osobliwy logiką postępowania, niestety w stosunku do tzw przeciętniaków, wykazują wciąż przewagę…przewagę liczebną. Jednak z uwagi na to, iż nie tylko w prymitywnych plemionach, również wśród kanibali, obłąkani zwolnieni są z przykrych konsekwencji w postaci odpowiedzialności za swoje niezrozumiałe czyny, jako przedstawiciel zaawansowanej cywilizacji proponuję nie strzępić sobie z tego powodu dłużej języka, w temacie nieszczęśników zdobywajacych Himalaje hipokryzji. Ponieważ dziś dzień wolny od pracy,  z delikatnie wyjebanymi na wszystko jajami, otwieram „łychę” 😂

Intrygująco Arogancki Weekend!


Dzień jak każdy inny… jedyne co go odróżnia o tych wszystkich dni, podczas których wykonujemy czynności, pozwalające nam zapewnić sobie zaspokojenie swoich potrzeb wszelakiej maści, to myśl, że po nim, czekają grzecznie w kolejce trzy kolejne, podczas których mogę oddawać się swoim najbardziej ulubionym czynnościom, niemającym nic wspólnego z koniecznością, przymusem, czy jakąkolwiek niechęcią, pozwalającym mi na skupieniu się w bezkresnym „teraz”, bez potrzeby zajmowania swych myśli nieaktualną przeszłością, i tym co zawsze ma być, będzie, lub może, czy mogłoby się zdarzyć, ale tak naprawdę nigdy nie jest w zasięgu, nigdy nie zdarza się… czyli  nie wartą zachodu i uwagi przyszłością. Tylko ja, i „tu i teraz”… może ewentualnie jeszcze ktoś do potencjalnego urozmaicenia czasu, przestrzeni oraz doznań, i nic więcej… Jako człowiek wolny, jako człowiek mający prawo do wolnomyślicielstwa, nie oddaje się niczemu, co mogłoby zakłócić taki a nie inny porządek rzeczy, w kierunku implikacji mojej rzeczywistości. Nie w głowie mi zabiegi, którym oddaje się dziś, będzie oddawać się jutro i pojutrze każdy z niewolników swojego wyimaginowanego Pana, polegające na służalczym ganianiu z badylami do jaskini baranków, aby jakiś czarny pedał w sukience, pokropił niby święconą wodą to co wcześniej grzecznie poukładałem w koszyku, i z uniżeniem oraz wielką pokorą, przywlokłem pod strzechę tego siedliska diabła, w celu sprawienia wrażenia podległego, uniżonego, i oddanego sługi, aby swą postawą i odpowiednim postępowaniem pokonać śmierć i zapewnić sobie życie wieczne, w jakimś niebiańskim parku rozrywki. Podczas gdy uniżeni słudzy, myją dla jakiegoś Jezusa okna, szafki kuchenne, w salonach odsuwają wszystkie meble w celu gruntownych porządków, jak gdyby szykowali się co najmniej do malowania, ja na LCD mam PornHub, w ręce szklankę whisky, palemkę w dupie, a na wielki piątek, wielką sobotę i cały wielki qrwa tydzień-mocno wyjebane! Gdy znudzi mi się PornHub, nie zważając zupełnie na żadne świętości, odpalę koncert The Winery Dogs na poziomie około 110 dB, i nikt nawet tu nie piśnie. Gdy znudzi mi się koncert T.W.D., zadzwonię pod jeden z zaufanych numerów, i gdy większość dobrze ułożonych poddanych swojemu Jahwe, będzie uśmiechać się niechętnie przy swoich rodzinnych stołach, kłócąc się, kto ma akurat prowadzić auto dzisiejszego dnia, lub ile wolno czy nie wolno spożyć jeszcze napojów wyskokowych, ja będę witał na swoim parkingu pewną bardzo niegrzeczną dziewczynkę, lub nawet oddawał się już daleko posuniętym czynnościom gry wstępnej, w formach, których pewna prymitywna księga napisana dwa tysiące lat temu, dla ludzi epoki brązu, z całą pewnością nie pochwala. Na całe szczęście nie wszystkie dziewczynki w tym mieście są grzeczne, i na całe szczęście pewna część z tych najbardziej niegrzecznych, potrafi chętnie wykazać dalece idącą konsekwencję w swych deklaracjach składanych mi wszelkimi kanałami teleinformatycznymi. Wielki post, który rozpoczął się w środę popielcową w marcu, trwa czterdzieści dni, ale na całe szczęście tylko dla tych wszystkich nieszczęśników, którzy chcą w te wszystkie brednie wierzyć. Ten okres jest na prawdę nie lada wyzwaniem dla wszystkich tych biedaków, odmawiających sobie słodyczy, alkoholu, mięsa, a nawet papierosów,a może nawet i seksu, bo to przecież ma być czas pokuty. Na całe szczęście, nie dając wiary w świętego Mikołaja, wróżki zębuszki, czy inne zabobony, które można by wciskać pradziadowi, nie muszę poddawać się tym radykalnym zasadom, a tym bardziej przejmować się  z ich nagminnym łamaniem z wielką  premedytacją i wielką przyjemnością, dlatego dużo piję, dużo palę, i dużo pieprzę…Szczególnie w czasie postu! Dzisiaj również specjalnie z okazji pokuty, którą niewolnicy kończą w niedzielę ,opierdoliłem obwity Kebab i czuję się normalnie qrwa zbawiony. Jeśli oddam się grzechowi pychy, opróżniając cała tykwę, tego wspaniałego napoju, oprócz zbawienia, mogę doświadczyć najprawdopodobniej objawienia. Biorąc pod uwagę materiały zdjęciowe jakie ostatnio dostałem od pewnej niezrównoważonej ekshibicjonistki, każdy przeciętny facet na moim miejscu odczułby nieodpartą potrzebę wzniesienia okrzyków ” Viva Zduńska Wola!” . Obawiając się jednak, iż oprócz dostąpienia przeze mnie aktu łaski zmazy nocnej, niczego więcej w naszych relacjach materiały te nie są w stanie uczynić, bardzo prosiłbym wspomnianą Panią, o nie przysyłanie mi więcej swoich autoportretowych propozycji, z jednoczesnym zapewnianiem mnie, o nieposiadaniu statusu dziwki. Zapewnianie mnie o tym, jest całkowicie niepotrzebne. Przecież kobietą lekkich obyczajów, nazwać należałoby damę świadczącą usługi seksualne, z jednoczesnym przyjmowaniem korzyści majątkowych, wynikających z  wcześniej wspomnianych usług, a przypominam, iż w pani przypadku, proponowała je Pani zupełnie za darmo…Chyba, że była o jakaś świąteczna promocja, a ja mogę się tu mijać trochę z prawdą… Jeśli zaś chodzi o moją fizjologię w zakresie ejakulacji, i ewentualnie powiązany z tym przyczynowo wspomniany akt łaski zmazy nocnej, powodowany jakąś siłą wyższą jak rozumiem, bo… przecież bez mojego bezpośredniego udziału, odpowiedziałbym, iż lubię mieć na tym kontrolę, i wolę aby nie majstrował przy tym żaden transcendentny umysł a szczególnie umysł osobowy, podczas procesu fizjologicznego zwanego potocznie snem. Musiałbym takiemu czynnemu udziałowi, wspomnianego osobowego umysłu, w moich doznaniach seksualnych, zachodzących wbrew mojej woli, przypisać znamiona molestowania, a jeśli założyć jego „ponadczasowość”, to nawet w związku z moim wiekiem, wynoszącym na miniony już dzień ósmego lutego, czynność taka sugerowała by akt wręcz czysto pedofilski. Musiałbym wtedy zgłosić sprawę do prokuratury, a przecież Episkopat ma już z tym więcej problemów niż pan Franciszek włosów na głowie, a po drugie w jaki sposób tak sędziwego pedofila zmusić do stawienia się na rozprawie? Gdzie wysłać wezwanie? Poza tym, po co wysyłać skoro on jest wszędzie? I po co sadzać go na ławie oskarżonych, przeprowadzać proces, skoro dziad zna z góry jego przebieg oraz wyrok? Nawet jeśli udałoby się go dorwać to i tak jesteśmy na straconej pozycji, bo niby jaką karę zasadzić? Tak więc-spieprzaj Dziadu od mojego interesu! Ale wyrok byłby z całą pewnością precedensowy, bez względu na werdykt. Sam proces byłby precedensem. Już widzę te billboardy ” Stwórca Przed Sądem…nie możesz tego przegapić…transmisja z rozprawy tylko w telewizji TVN 24.12 o godz 23:59…Szalom!”… Odczyt zarzutów… „Oskarżam obecnego tu Boga o molestowanie seksualne, z jednoczesnym dopuszczeniem się aktu pedofilii… Czy rozumie Pan treść zarzutu?” 😁 Zachodzi również pytanie jaką karę wymierzyć takiemu cwaniaczkowi, a przede wszystkim jak ją zrealizować? Jeśli zjawisko tzw nocnych polucji, zachodzi bez naszego udziału, samoistnie, a tak zdaje się jest, pomijając względy psychologiczne, jeżeli jakiś transcendentny i ponadczasowy, inteligentny umysł uznawany jest za stwórcę oraz twórcę wszechrzeczy, wynikałoby z tego iż ma  on zdecydowany udział w procesach przebiegających poza naszą  kontrolą oraz świadomością, więc krótko mówiąc macza swoje brudne paluchy w naszym interesie. Jeśli więc akt seksualny, dla moralnego usprawnienia wymaga akceptacji i zgody partnera, takie działanie o wiele bardziej moralnie obciąża sprawcę, niż mnie samego, oddającego się czynnościom onanizmu, które wykonując świadomie na sobie, nie naruszają mojej woli. W świetle takich argumentów,wyje się, iż lepiej dla niego byłoby,aby go w ogóle nie było 😁 Nadrzędny Despota o charakterze niebiańskim, który zgromadził tylu poddanych, gotowych udręczać się za życia, w nadziei pokonania śmierci. To jest qrwa ewenement! Już dawno temu Siddhartha Gautama, który urodził się ponoć pięćset lat wcześniej niż J.H., udowodnił, iż umartwianie się za życia nie przynosi pozytywnych rezultatów,w kwestii połączenia się że źródłem, i osiągnięcia wszechwiedzy, dlatego zrezygnował z ascetyzmu i poprzez oświecenie osiągnął cel, stając się buddą. Nie widzę więc powodu, dla którego przestrzeganie, czy uleganie konieczności postu lub pokuty, czyni męczennika moralnie bardziej usprawiedliwionym, niż kogoś takiego jak ja? Jeśli ktoś uważa, że ten kapryśny, mało kompetentny, podstarzały Typ z siwą brodą zapisuję wszystkie informacje o każdym z nas, na swoim laptopie, w celu kierowania się później nimi jako kryterium w procesie rozdawnictwa prawa do życia wiecznego lub potępienia, gratuluję fantazji. Ja jednak kontynuując myśl Chriophera Hitchensa,będę starał się na każdym kroku, wszczepiać w te starożytne systemy, skuteczny wirus, jako swoją część wkładu w dążeniu do wyzwolenia umysłów z więzi kajania się przed nieznanym, ograniczania świadomie swojej wolności podejmowania wyborów, rezygnacji z wolnomyślicielstwa na rzecz wyznawania kretyńskiego dogmatu, w imię uzyskania biletu do jakiegoś pieprzonego kuriozum, zwanego rajem. Jedyny raj z jakim jestem emocjonalnie powiązany, jest teraz, tutaj w tym miejscu w którym obecnie znajduję się. Znajduje się w mej obecności tutaj, nawet kilka powiedziałbym świętości. Podstawową jest zapewne święty spokój, nie zmącony prawie niczym, uświęcony błogim lenistwem, uciechami cielesnymi w wielu najprzeróżniejszych postaciach, z głębokim poczuciem przekonania, iż nic nie muszę, a wiele mogę. Jedyne wielce uświęcone jaja, znajdujące się w tym pomieszczeniu, w którym siedzę sobie teraz są między moimi nogami, i tak naprawdę nie potrzebuję żadnego specjalnego sądu ostatecznego, do połączenia się ze źródłem. Nie muszę odprawiać tu żadnego pieprzonego czary-mary, ponieważ na najgłębszym poziomie subatomowy, drobiny energii, z której składa się moje ciało,są ze źródłem połączone cały czas, i nie istnieje dla nich różnica między życiem, śmiercią, nie istnieje ani czas ani przestrzeń…Tak na prawdę one zarówno istnieją, jak i nie ma ich… Ulegając ciągłym fluktuacjom ciągle są wszystkim, nie będąc jednocześnie niczym. Cała dziwna projekcja, którą tworzą sobie wszystkie słabe umysły, jest tylko taka samą iluzją, jak szklanka z whisky, którą właśnie przechylam…Z taką różnicą, że moje projekcje, oparte na wolności wyborów, wolnomyślicielstwie, samych przyjemnych doznaniach i dobrym samopoczuciu,są znacznie bardziej atrakcyjne, niż te wszystkie moherowe zabobony. Miejsce w którym znajduję się tu i teraz, nie przypomina na całe szczęście również zapchlonej jurty, pełnej grupy Mongołów, z którymi dzieląc najbliższą przestrzeń w dniach tak sprzyjających lenistwu, musiałbym czuć się mało komfortowo… Żyć, nie umierać! Ale PRZYSZŁY, lub następny tydzień, zapowiada doznania o wiele więcej mistyczne…niż ten monotonnie, palemkowo-jajeczkowo mijający…czekam z utęsknieniem!