Intrygująco Arogancki Weekend!


Dzień jak każdy inny… jedyne co go odróżnia o tych wszystkich dni, podczas których wykonujemy czynności, pozwalające nam zapewnić sobie zaspokojenie swoich potrzeb wszelakiej maści, to myśl, że po nim, czekają grzecznie w kolejce trzy kolejne, podczas których mogę oddawać się swoim najbardziej ulubionym czynnościom, niemającym nic wspólnego z koniecznością, przymusem, czy jakąkolwiek niechęcią, pozwalającym mi na skupieniu się w bezkresnym „teraz”, bez potrzeby zajmowania swych myśli nieaktualną przeszłością, i tym co zawsze ma być, będzie, lub może, czy mogłoby się zdarzyć, ale tak naprawdę nigdy nie jest w zasięgu, nigdy nie zdarza się… czyli  nie wartą zachodu i uwagi przyszłością. Tylko ja, i „tu i teraz”… może ewentualnie jeszcze ktoś do potencjalnego urozmaicenia czasu, przestrzeni oraz doznań, i nic więcej… Jako człowiek wolny, jako człowiek mający prawo do wolnomyślicielstwa, nie oddaje się niczemu, co mogłoby zakłócić taki a nie inny porządek rzeczy, w kierunku implikacji mojej rzeczywistości. Nie w głowie mi zabiegi, którym oddaje się dziś, będzie oddawać się jutro i pojutrze każdy z niewolników swojego wyimaginowanego Pana, polegające na służalczym ganianiu z badylami do jaskini baranków, aby jakiś czarny pedał w sukience, pokropił niby święconą wodą to co wcześniej grzecznie poukładałem w koszyku, i z uniżeniem oraz wielką pokorą, przywlokłem pod strzechę tego siedliska diabła, w celu sprawienia wrażenia podległego, uniżonego, i oddanego sługi, aby swą postawą i odpowiednim postępowaniem pokonać śmierć i zapewnić sobie życie wieczne, w jakimś niebiańskim parku rozrywki. Podczas gdy uniżeni słudzy, myją dla jakiegoś Jezusa okna, szafki kuchenne, w salonach odsuwają wszystkie meble w celu gruntownych porządków, jak gdyby szykowali się co najmniej do malowania, ja na LCD mam PornHub, w ręce szklankę whisky, palemkę w dupie, a na wielki piątek, wielką sobotę i cały wielki qrwa tydzień-mocno wyjebane! Gdy znudzi mi się PornHub, nie zważając zupełnie na żadne świętości, odpalę koncert The Winery Dogs na poziomie około 110 dB, i nikt nawet tu nie piśnie. Gdy znudzi mi się koncert T.W.D., zadzwonię pod jeden z zaufanych numerów, i gdy większość dobrze ułożonych poddanych swojemu Jahwe, będzie uśmiechać się niechętnie przy swoich rodzinnych stołach, kłócąc się, kto ma akurat prowadzić auto dzisiejszego dnia, lub ile wolno czy nie wolno spożyć jeszcze napojów wyskokowych, ja będę witał na swoim parkingu pewną bardzo niegrzeczną dziewczynkę, lub nawet oddawał się już daleko posuniętym czynnościom gry wstępnej, w formach, których pewna prymitywna księga napisana dwa tysiące lat temu, dla ludzi epoki brązu, z całą pewnością nie pochwala. Na całe szczęście nie wszystkie dziewczynki w tym mieście są grzeczne, i na całe szczęście pewna część z tych najbardziej niegrzecznych, potrafi chętnie wykazać dalece idącą konsekwencję w swych deklaracjach składanych mi wszelkimi kanałami teleinformatycznymi. Wielki post, który rozpoczął się w środę popielcową w marcu, trwa czterdzieści dni, ale na całe szczęście tylko dla tych wszystkich nieszczęśników, którzy chcą w te wszystkie brednie wierzyć. Ten okres jest na prawdę nie lada wyzwaniem dla wszystkich tych biedaków, odmawiających sobie słodyczy, alkoholu, mięsa, a nawet papierosów,a może nawet i seksu, bo to przecież ma być czas pokuty. Na całe szczęście, nie dając wiary w świętego Mikołaja, wróżki zębuszki, czy inne zabobony, które można by wciskać pradziadowi, nie muszę poddawać się tym radykalnym zasadom, a tym bardziej przejmować się  z ich nagminnym łamaniem z wielką  premedytacją i wielką przyjemnością, dlatego dużo piję, dużo palę, i dużo pieprzę…Szczególnie w czasie postu! Dzisiaj również specjalnie z okazji pokuty, którą niewolnicy kończą w niedzielę ,opierdoliłem obwity Kebab i czuję się normalnie qrwa zbawiony. Jeśli oddam się grzechowi pychy, opróżniając cała tykwę, tego wspaniałego napoju, oprócz zbawienia, mogę doświadczyć najprawdopodobniej objawienia. Biorąc pod uwagę materiały zdjęciowe jakie ostatnio dostałem od pewnej niezrównoważonej ekshibicjonistki, każdy przeciętny facet na moim miejscu odczułby nieodpartą potrzebę wzniesienia okrzyków ” Viva Zduńska Wola!” . Obawiając się jednak, iż oprócz dostąpienia przeze mnie aktu łaski zmazy nocnej, niczego więcej w naszych relacjach materiały te nie są w stanie uczynić, bardzo prosiłbym wspomnianą Panią, o nie przysyłanie mi więcej swoich autoportretowych propozycji, z jednoczesnym zapewnianiem mnie, o nieposiadaniu statusu dziwki. Zapewnianie mnie o tym, jest całkowicie niepotrzebne. Przecież kobietą lekkich obyczajów, nazwać należałoby damę świadczącą usługi seksualne, z jednoczesnym przyjmowaniem korzyści majątkowych, wynikających z  wcześniej wspomnianych usług, a przypominam, iż w pani przypadku, proponowała je Pani zupełnie za darmo…Chyba, że była o jakaś świąteczna promocja, a ja mogę się tu mijać trochę z prawdą… Jeśli zaś chodzi o moją fizjologię w zakresie ejakulacji, i ewentualnie powiązany z tym przyczynowo wspomniany akt łaski zmazy nocnej, powodowany jakąś siłą wyższą jak rozumiem, bo… przecież bez mojego bezpośredniego udziału, odpowiedziałbym, iż lubię mieć na tym kontrolę, i wolę aby nie majstrował przy tym żaden transcendentny umysł a szczególnie umysł osobowy, podczas procesu fizjologicznego zwanego potocznie snem. Musiałbym takiemu czynnemu udziałowi, wspomnianego osobowego umysłu, w moich doznaniach seksualnych, zachodzących wbrew mojej woli, przypisać znamiona molestowania, a jeśli założyć jego „ponadczasowość”, to nawet w związku z moim wiekiem, wynoszącym na miniony już dzień ósmego lutego, czynność taka sugerowała by akt wręcz czysto pedofilski. Musiałbym wtedy zgłosić sprawę do prokuratury, a przecież Episkopat ma już z tym więcej problemów niż pan Franciszek włosów na głowie, a po drugie w jaki sposób tak sędziwego pedofila zmusić do stawienia się na rozprawie? Gdzie wysłać wezwanie? Poza tym, po co wysyłać skoro on jest wszędzie? I po co sadzać go na ławie oskarżonych, przeprowadzać proces, skoro dziad zna z góry jego przebieg oraz wyrok? Nawet jeśli udałoby się go dorwać to i tak jesteśmy na straconej pozycji, bo niby jaką karę zasadzić? Tak więc-spieprzaj Dziadu od mojego interesu! Ale wyrok byłby z całą pewnością precedensowy, bez względu na werdykt. Sam proces byłby precedensem. Już widzę te billboardy ” Stwórca Przed Sądem…nie możesz tego przegapić…transmisja z rozprawy tylko w telewizji TVN 24.12 o godz 23:59…Szalom!”… Odczyt zarzutów… „Oskarżam obecnego tu Boga o molestowanie seksualne, z jednoczesnym dopuszczeniem się aktu pedofilii… Czy rozumie Pan treść zarzutu?” 😁 Zachodzi również pytanie jaką karę wymierzyć takiemu cwaniaczkowi, a przede wszystkim jak ją zrealizować? Jeśli zjawisko tzw nocnych polucji, zachodzi bez naszego udziału, samoistnie, a tak zdaje się jest, pomijając względy psychologiczne, jeżeli jakiś transcendentny i ponadczasowy, inteligentny umysł uznawany jest za stwórcę oraz twórcę wszechrzeczy, wynikałoby z tego iż ma  on zdecydowany udział w procesach przebiegających poza naszą  kontrolą oraz świadomością, więc krótko mówiąc macza swoje brudne paluchy w naszym interesie. Jeśli więc akt seksualny, dla moralnego usprawnienia wymaga akceptacji i zgody partnera, takie działanie o wiele bardziej moralnie obciąża sprawcę, niż mnie samego, oddającego się czynnościom onanizmu, które wykonując świadomie na sobie, nie naruszają mojej woli. W świetle takich argumentów,wyje się, iż lepiej dla niego byłoby,aby go w ogóle nie było 😁 Nadrzędny Despota o charakterze niebiańskim, który zgromadził tylu poddanych, gotowych udręczać się za życia, w nadziei pokonania śmierci. To jest qrwa ewenement! Już dawno temu Siddhartha Gautama, który urodził się ponoć pięćset lat wcześniej niż J.H., udowodnił, iż umartwianie się za życia nie przynosi pozytywnych rezultatów,w kwestii połączenia się że źródłem, i osiągnięcia wszechwiedzy, dlatego zrezygnował z ascetyzmu i poprzez oświecenie osiągnął cel, stając się buddą. Nie widzę więc powodu, dla którego przestrzeganie, czy uleganie konieczności postu lub pokuty, czyni męczennika moralnie bardziej usprawiedliwionym, niż kogoś takiego jak ja? Jeśli ktoś uważa, że ten kapryśny, mało kompetentny, podstarzały Typ z siwą brodą zapisuję wszystkie informacje o każdym z nas, na swoim laptopie, w celu kierowania się później nimi jako kryterium w procesie rozdawnictwa prawa do życia wiecznego lub potępienia, gratuluję fantazji. Ja jednak kontynuując myśl Chriophera Hitchensa,będę starał się na każdym kroku, wszczepiać w te starożytne systemy, skuteczny wirus, jako swoją część wkładu w dążeniu do wyzwolenia umysłów z więzi kajania się przed nieznanym, ograniczania świadomie swojej wolności podejmowania wyborów, rezygnacji z wolnomyślicielstwa na rzecz wyznawania kretyńskiego dogmatu, w imię uzyskania biletu do jakiegoś pieprzonego kuriozum, zwanego rajem. Jedyny raj z jakim jestem emocjonalnie powiązany, jest teraz, tutaj w tym miejscu w którym obecnie znajduję się. Znajduje się w mej obecności tutaj, nawet kilka powiedziałbym świętości. Podstawową jest zapewne święty spokój, nie zmącony prawie niczym, uświęcony błogim lenistwem, uciechami cielesnymi w wielu najprzeróżniejszych postaciach, z głębokim poczuciem przekonania, iż nic nie muszę, a wiele mogę. Jedyne wielce uświęcone jaja, znajdujące się w tym pomieszczeniu, w którym siedzę sobie teraz są między moimi nogami, i tak naprawdę nie potrzebuję żadnego specjalnego sądu ostatecznego, do połączenia się ze źródłem. Nie muszę odprawiać tu żadnego pieprzonego czary-mary, ponieważ na najgłębszym poziomie subatomowy, drobiny energii, z której składa się moje ciało,są ze źródłem połączone cały czas, i nie istnieje dla nich różnica między życiem, śmiercią, nie istnieje ani czas ani przestrzeń…Tak na prawdę one zarówno istnieją, jak i nie ma ich… Ulegając ciągłym fluktuacjom ciągle są wszystkim, nie będąc jednocześnie niczym. Cała dziwna projekcja, którą tworzą sobie wszystkie słabe umysły, jest tylko taka samą iluzją, jak szklanka z whisky, którą właśnie przechylam…Z taką różnicą, że moje projekcje, oparte na wolności wyborów, wolnomyślicielstwie, samych przyjemnych doznaniach i dobrym samopoczuciu,są znacznie bardziej atrakcyjne, niż te wszystkie moherowe zabobony. Miejsce w którym znajduję się tu i teraz, nie przypomina na całe szczęście również zapchlonej jurty, pełnej grupy Mongołów, z którymi dzieląc najbliższą przestrzeń w dniach tak sprzyjających lenistwu, musiałbym czuć się mało komfortowo… Żyć, nie umierać! Ale PRZYSZŁY, lub następny tydzień, zapowiada doznania o wiele więcej mistyczne…niż ten monotonnie, palemkowo-jajeczkowo mijający…czekam z utęsknieniem!

Konkluzja Pewnej Reminiscencji.


Kiedyś pewien mój znajomy stwierdził, iz aby wpaść na pomysł, jakie ruchy ciała człowieka, w szczególności samca, muszą wspomnianemu samcowi towarzyszyć, w trakcie zbliżenia-kopulacji, z przedstawicielką płci odmiennej, mającego na celu doprowadzenie do rozrodu czy też jedynie zaspokojenia popędu, nasz miłościwy Stwórca musiał być chyba w stanie totalnego upojenia alkoholowego, a więc najebki na wysokim szczeblu wtajemniczenia, bo na trzeźwo raczej zdaniem mojego znajomego, wymyślić coś podobnego, jest niemożliwym nawet dla Boga.
Może i coś w tym rozmyslaniu faktycznie jest…nie przęczę.
Jeśli jednak miałoby być tak jak twierdzi Znyq Andy, ja pozwolę sobie stwierdzić, że powołanie do życia niektórych istnień, snujących się bez sensu i celu po świecie, bez żadnego innego sensu i celu jak wyłącznie zatruwanie dupy wszystkim dokoła, swoją wątpliwie atrakcyjną obecnością, musiało nastąpić w trakcie potężnej zwały, pomieszanej z ciężkim kacem.
Żaden Bóg bowiem, nie byłby na tyle ułomny bedąc przy dobrym samopoczuciu, zdolnym do tak dalece idącego braku wyczucia podczas tworzenia…
Tak wielką pomyłkę skutkującą narcystycznymi zaburzeniami osobowości, nadinterpretacją rzeczywistości i bezgranicznego braku poczucia wstydu, jak i nadmiaru chamstwa można tłumaczyć jedynie ciężkim, wręcz agonalnym stanem Stwórcy.
Nie można „CZEGOŚ” takiego stworzyć, nie leżąc ulanym, usranym, i urzyganym po same uszy… nie da się…!!!
image

Arystoteles O Duszy


Teorie duszy w starożytnej filozofii

Gdy badamy duszę, powinniśmy równocześnie stawiać problemy, które będziemy musieli w dalszym ciągu rozwiązać, oraz roztrząsać poglądy wszystkich poprzedników46, którzy tylko je o niej wyrazili — a to wszystko w tym celu, aby skorzystać z ich trafnych uwag i ustrzec się ich pomyłek. Punktem wyjścia [naszych] badań będzie przegląd tych cech, które zdaniem ogółu najbardziej charakteryzują naturę duszy. Otóż dwie zwłaszcza cechy zdają się odróżnić jestestwo posiadające duszę od jestestwa, któremu jej brak, mianowicie ruch47 i wrażenie zmysłowe. Właściwie tylko te dwie [cechy]48 przejęliśmy w spuściźnie od przodków. W samej rzeczy jedni z nich utrzymują, że dusza jest przede wszystkim i głównie czynnikiem poruszającym. A wychodząc z założenia, że [to], co nie jest w ruchu, nie może wprawić w ruch niczego, wywnioskowali, że dusza należy do klasy jestestw, które są w ruchu. To właśnie skłoniło Demokryta do twierdzenia, że dusza jest szczególnym rodzajem ognia lub ciepłoty. Istnieje [powiada] nieskończona ilość kształtów, czyli atomów; te spośród nich, które mają kształt kulisty, nazywa ogniem i duszą49; podobne są one od tzw. „pyłku powietrznego”50, który jasno widać w promieniach słońca wpadających przez okna; mieszaninę wszystkich rodzajów nasion nazywa „pierwiastkami całej natury” (podobnie uczy także Leukippos). Racja, dla której utożsamia atomy kuliste z duszą, jest ta, że takie właśnie kształty szczególnie łatwo przenikają wszystkie rzeczy i wprawiają w ruch resztę jestestw przez to, że są same w ruchu; suponują, jak to jasno widać, że dusza właśnie jest tym czynnikiem, który udziela ruchu zwierzętom. Dla tej też racji51 oddychanie stanowi [według nich] cechę istotną życia. Chociaż bowiem środowisko ściska ciała zwierząt i wypycha [z nich] te atomy, które im dostarczają ruchu (przez sam fakt, że same nie są nigdy w spoczynku), to jednak nadchodzi [zwierzętom] pomoc od zewnątrz, gdyż wchodzą do nich wnętrza inne atomy tejże samej natury w procesie oddychania. One bowiem zapobiegają wyparciu [ze zwierząt] tych atomów, które się już w nich znajdują; a dokonują tego przeciwstawiając się siłom ściskającym i zgęszczającym. Toteż tak długo [zwierzęta] żyją, jak długo są w stanie to czynić. Doktryna pitagorejczyków52, jak się zdaje, zawiera tę samą treść. W samej rzeczy jedni spośród nich utrzymywali, że dusza jest pyłkiem powietrznym; inni zaś, że jest tym, co porusza ten pyłek. Do niego odwoływali się dlatego, że jest z całą oczywistością w nieustannym ruchu, nawet gdy nie ma żadnego wiatru53. Tę samą tendencję zdradzają wszyscy ci, co określają duszę jako „to, co się samo porusza”54. Wszyscy oni bowiem sądzili, jak widać, że ruch stanowi najbardziej charakterystyczną cechę duszy, i że wszystko porusza się tylko dzięki duszy, a ona sama porusza się swoją własną mocą — bo przecież nie widzimy niczego, co by poruszało inną rzecz, gdy samo nie jest w ruchu55. Również Anaksagoras utrzymuje, że dusza jest tym, co porusza; i w ogóle wszyscy ci, co [z nim] powiedzieli, że rozum wprawił w ruch wszechświat. Jednak niezupełnie w ten sam sposób, jak Demokryt [rzecz pojmują]; ten ostatni bowiem utożsamił bez zastrzeżeń duszę z rozumem, bo [według niego] prawdą jest to, co się [nam] zjawia i dlatego Homer słusznie w poemacie powiedział, że Hektor leżał bez rozumu56. W samej rzeczy [Demokryt] nie posługuje się terminem „rozum” dla oznaczenia jakiejś władzy poznającej prawdę, lecz mówi, że dusza jest tym samym, co rozum57. Anaksagoras mniej jasno się o nich wyraża: w wielu miejscach twierdzi, że przyczyną piękna i prawdy jest rozum, ale gdzie indziej utrzymuje, że rozum jest duszą, bo znajduje się we wszystkich58 zwierzętach, wielkich i małych, wyższych i niższych. [Niesłusznie!] Wcale bowiem nie widać, by rozum w znaczeniu „mądrość”59 miał się znajdować we wszystkich zwierzętach lub nawet we wszystkich ludziach60. Wszyscy zatem, co skupiali uwagę na tym, że jestestwo posiadające duszę porusza się, sądzili, że dusza jest w najwyższym stopniu źródłem ruchu; przeciwnie, wszyscy ci, co zatrzymywali ją [uwagę] na poznaniu i postrzeganiu zmysłowym rzeczy, utożsamiają duszę z pierwiastkami bytu; i to jedni z większą ich ilością, drudzy z jednym, zależnie od tego, czy przyjmują więcej pierwiastków, czy tylko jeden. I tak na przykład Empedokles twierdzi, że dusza składa się z wszystkich pierwiastków61, a nawet że każdy z nich jest duszą62. Oto jego własne słowa: „Ziemią widzimy ziemię, wodą wodę, eterem boski eter, ogniem niszczycielski ogień63, miłością miłość, smutną nienawiścią nienawiść64. W ten sam sposób również Platon w [dialogu] Timajos65 kształtuje duszę z pierwiastków66, bo [według niego] tylko rzeczą podobną poznaje się rzecz podobną67 — lecz rzeczy składają się z pierwiastków. Podobnie też w wykładach O filozofii68 znajduje się twierdzenie, że „zwierzę samo w sobie”69 jest złożone z idei Jedynki samej w sobie oraz Pierwszej Długości, Pierwszej Szerokości i Pierwszej Głębokości; w podobny sposób złożone są inne byty. Jeszcze inaczej [tę myśl wyraża]: rozum jest Jedynką [Monadą], nauka jest Dwójką [Diadą], bo idzie prosto [od jednego punktu] do drugiego [do konkluzji]; mniemanie stanowi liczba właściwa [dla] powierzchni [Triada]; wrażenie zmysłowe wreszcie liczba [charakterystyczna dla] objętości [Quaternio]70. Liczby bowiem były uważane za jednoznaczne z ideami i zasadami, a za złożone z pierwiastków71. Natomiast rzeczy poznajemy już to zdrowym rozsądkiem, już to nauką, już to mniemaniem, już to wreszcie zmysłami — a liczby wzmiankowane są równocześnie ideami rzeczy. Ponieważ dusza uchodziła i za źródło ruchu, i za zdolność poznawczą, dlatego niektórzy złożyli ją z tych dwojga, oświadczając, że jest ona liczbą, która sama siebie porusza72. Różnią się jednak między sobą co do natury i liczby zasad. Największa różnica zachodzi między tymi, którzy je uważają za cielesne, i tymi, według których są one bezcielesne73. Od tych zaś wszystkich różnią się ci, którzy mieszają je razem i wyprowadzają zasady z obu źródeł74. Rozbieżność zdań dotyczy również ilości [zasad]: podczas gdy jedni przyjmują jedną zasadę, drudzy [opowiadają się] za większą ich ilością. Odpowiednio do tego tworzą pogląd na duszę: utrzymują — nie bez racji — że rzecz, która ze swej natury jest źródłem ruchu, znajduje się wśród pierwszorzędnych [zasad]. Dla tej to racji niektórzy sądzili75, że dusza jest ogniem, bo on jest i najsubtelniejszy, i najbardziej bezcielesny spośród pierwiastków76; ponadto on to w pierwszym rzędzie77 wykonuje ruch i porusza inne rzeczy. Demokryt wyrażał się trafniej od innych, gdy uzasadniał obie te własności [duszy]: dusza i rozum są jedną i tą samą rzeczą, a ta rzecz jest jedną z pierwszych i niepodzielnych ciał; posiada zdolność poruszania dzięki delikatności i kształtowi [swoich atomów]; dalej [utrzymuje, że] ze wszystkich kształtów kształt kulisty posiada największą zdolność ruchową, i że taki właśnie kształt mają [atomy] rozumu i ognia. Anaksagoras, jak się zdaje, twierdził, że dusza jest czymś innym od rozumu, jak to już zaznaczyliśmy wyżej78; jednak traktuje je, jak gdyby były79 jedną naturą — z tym tylko zastrzeżeniem, że uczynił w szczególny sposób rozum zasadą wszechrzeczy80; w każdym razie twierdzi, że on sam jeden spośród [wszystkich] rzeczy jest niezłożony, niezmieszany i czysty; jednej i tej samej zasadzie przypisuje obie funkcje — poznawania i poruszania — gdy mówi, że rozum wprawił w ruch wszechświat81. Także Tales, jak widać z tego, co nam tradycja przekazała82, zdaje się sądzić, że dusza jest siłą poruszającą, bowiem powiedział, że magnes83 posiada duszę, ponieważ porusza żelazo. Diogenes, podobnie jak niektórzy inni84, utrzymywał, że [dusza] jest powietrzem, uważał bowiem, że powietrze jest ze wszystkich [ciał] najsubtelniejsze, i że ono jest [pierwszą] zasadą; i że właśnie dzięki temu ma zdolność poznania i poruszania: [poznania], o ile jest pierwszą [zasadą], od której reszta bierze początek; poruszania zaś, o ile jest pierwiastkiem najsubtelniejszym. Także Heraklit uważa duszę ze [pierwszą] zasadę, a to dlatego, że jest ona gorącym oparem, z którego wszystko się składa; nadto że jest on w najwyższym stopniu bezcielesny i nieustannie płynie: wreszcie, rzecz, która się porusza, może być poznana tylko przez rzecz, która jest w ruchu85; zarówno bowiem on, jak wielu innych86 sądziło, że rzeczy są w ruchu. Podobnie jak oni myślał, jak się zdaje, i Alkmajon; twierdzi bowiem, że jest ona nieśmiertelna, bo jest podobna do „nieśmiertelnych”; i że zawdzięcza ona to [podobieństwo] nieustannemu ruchowi; wszak wszystkie boskie istoty — księżyc, słońce, gwiazdy i całe niebo — bez ustanku się poruszają87. Niektórzy [filozofowie] bardziej powierzchowni, na przykład Hippon88, utrzymywali nawet, że [dusza] jest wodą89. Do tej teorii skłonił ich, jak się zdaje, fakt, że nasienie wszystkich [zwierząt] jest płynne; albowiem tych, co utożsamiają duszę z krwią, zbija w następujący sposób: nasienie nie jest krwią, a przecież ono jest duszą pierwotną. Inni, na przykład Kritias90, [twierdzili], że [dusza] jest krwią; sądzili bowiem, że najbardziej charakterystyczną cechą duszy jest postrzeżenie zmysłowe; a to znów zależy od natury krwi91. A zatem wszystkie pierwiastki znalazły jakiegoś zwolennika 92 — z wyjątkiem ziemi! Do niej nikt się nie odwoływał, chyba o ile utrzymywał, że na duszę składają się wszystkie pierwiastki, lub że ona stanowi je wszystkie. Wobec tego można powiedzieć, że wszyscy określają duszę za pomocą trzech cech: ruchu, wrażeń zmysłowych, bezcielesności, lecz każda z nich jest odniesiona do [pierwszych] zasad. Dla tej też racji ci, którzy określają duszę za pomocą poznania, uważają ją za pierwiastek lub zespół pierwiastków, i z wyjątkiem jednego [filozofa]93 w podobny sposób ją przedstawiają. Mówią bowiem: „rzecz podobną poznaje tylko rzecz podobna”; a ponieważ dusza wszystko poznaje, dlatego składają ją ze wszystkich pierwiastków. Dla tej też racji wszyscy ci, co przyjmują jedną jakąś przyczynę i jeden pierwiastek, utrzymują konsekwentnie, że dusza składa się z jednego pierwiastka, na przykład z ognia lub powietrza. Ci zaś, którzy się opowiadają za większą ilością pierwiastków, wprowadzają także do duszy większą ich ilość. Sam jeden Anaksagoras twierdzi, że rozum nie odbiera żadnego wpływu od zewnątrz i że nie ma nic wspólnego z innymi rzeczami. Jeżeli jednak jest taki, jak będzie mógł on [coś] poznać i z jakiej przyczyny? Tego ani on sam nie wyjaśnił, ani z tego, co powiedział, jasno nie widać94. Wszyscy ci, którzy wprowadzają przeciwieństwa do zasad, składają również i duszę z przeciwieństw95. Przeciwnie, ci, co [oświadczają się] za jednym z dwóch przeciwieństw, np. ciepłem, zimnem lub czymś innym w tym rodzaju, odpowiednio do tego i duszę sprowadzają do jednego z nich96. Dla tej też racji nawet do nazw się odwołują97; ci bowiem, którzy utożsamiają duszę z ciałem, [utrzymują], że słowo „żyć” [ζην] pochodzi od słowa „gorąco” [ζεΐν = wrzeć]; przeciwnie, ci, co ją utożsamiają z zimnem, [utrzymują]: że słowo dusza [ψυχή] wywodzi się od oddychania i oziębiania [ψυχάω]98. Takie to teorie duszy przekazała nam tradycja — i takie dowody, na których się one opierają.