Księża I…Nie Tylko…


„Księża… Jak ich poznałem? Zdaje się, że u dziadka. Przypominam sobie te rozbiegane oczy, zepsute zęby, nieświeże oddechy, spocone dłonie próbujące pogłaskać mnie po karku. Obrzydliwość. Próżniacy, klasa niebezpieczna, jak złodzieje i włóczędzy. Księdzem lub mnichem zostaje się po to, żeby próżnować; a próżnować mogą, bo jest ich dużo. Gdyby ksiądz był – powiedzmy – jeden na tysiąc dusz, miałby tyle roboty, że nie mógłby leżeć do góry brzuchem i opychać się kapłonami. Spośród księży najmniej godnych rząd wybiera najgłupszych i mianuje ich biskupami.
Księża są przy tobie tuż po urodzeniu, kiedy cię chrzczą. Potem masz ich w szkole, jeżeli rodzice byli bigotami i powierzyli im twoją edukację. Kolej na pierwszą komunię lekcje katechizmu i bierzmowanie. W dniu ślubu ksiądz powiada ci, co masz robić w sypialni, a nazajutrz, żeby mieć się czym podniecać w konfesjonale, pyta cię na spowiedzi, ile razy to zrobiłeś. Tobie o spółkowaniu mówią księża ze wstrętem, a sami wstają codziennie z łóżek, gdzie je uprawiali; nie myją sobie nawet rąk i idą jeść i pić swojego Pana, żeby potem wydalić go z siebie i wysikać.
Powtarzają, że ich królestwo nie jest z tego świata, ale zgarniają, co się da. Cywilizacja nie osiągnie doskonałości, póki ostatni kamień z ostatniego kościoła nie spadnie na ostatniego księdza i nie uwolni świata od tej hołoty.
Komuniści rozpowszechnili pogląd, że religia to opium dla ludu. To prawda, gdyż religia hamuje zrywy poddanych; gdyby nie ona, na barykadach byłoby dwa razy więcej ludzi, a w dniach Komuny nie było ich tam dosyć i udało się wszystkich wybić bez zbytniej zwłoki. Po tym jednak, co usłyszałem od tego austriackiego lekarza na temat zalet kolumbijskiego narkotyku, powiedziałbym, że religia jest także kokainą narodów, ponieważ pchała i pcha do wojen, do rzezi niewiernych. Dotyczy to chrześcijan, muzułmanów i innych bałwochwalców. Murzyni w Afryce poprzestawali na wyrzynaniu się między sobą, a misjonarze nawrócili ich i zamienili w wojska kolonialne gotowe umierać na pierwszej linii frontu i gwałcić białe kobiety po wkroczeniu do zdobytego miasta. Ludzie nigdy nie czynią zła w tak szerokim zakresie i z takim zapałem jak wtedy, gdy robią to z przekonań religijnych.
Najgorsi ze wszystkich są z pewnością jezuici. Wydaje mi się, że zrobiłem im kilka kawałów, ale może to oni mi zaszkodzili, nie przypominam sobie dokładnie. A może byli to ich rodzeni bracia – masoni. Są zupełnie jak jezuici, tylko trochę bardziej mętni. Jezuici mają przynajmniej swoją teologię i wiedzą, jak się nią posługiwać, masoni zaś mają teologii zbyt wiele i się w nich gubią. O masonach opowiadał mi dziadek. Wspólnie z Żydami ucięli głowę królowi. Wydali na świat karbonariuszy – takich masonów trochę głupszych, bo kiedyś pozwalali się rozstrzeliwać, a potem ucinać sobie głowy za nieudolnie sfabrykowaną bombę; stawali się też socjalistami, komunistami i komunardami. Wszystkich pod ścianę! Thiers dobrze zrobił.
Masoni i jezuici. Jezuici to masoni w kobiecym stroju.

( „Il cimitero di Praga”-Umberto Eco)

Opublikowano przez WordPress dla Androida Galaxy Tab

Kapłański Kicz…Płać…Nie Pierdol Nic!


Czy związek przyjmowania sakramentów świętych w kościele katolickim, z nakładaniem za te „czynności” opłat na wiernych jest etycznie usprawiedliwione?
Jak wiadomo, duchowni nie płacą podatków, ZUSU, otrzymując jednocześnie dotacje od państwa, potężne daniny, darowizny od wiernych…
Czy konstruowanie cenników, ustalanie progu wyjściowego, od którego możliwe jest WOGÓLE udzielenie sakramentu przez księdza, jest moralnie słusznym poczynaniem?
Jestem w stanie zrozumieć, iż niektóre sakramenty, na stałe powiązane z przeżywaniem szczególnej przyjemności-jak ślub…nocy poślubnej nie wyłączając…mogłoby być w jakimś sensie obligatoryjnie…ustawowo nawet, określone cennikiem…ustawowe określenie kosztów, byłoby najbardziej sprawiedliwe…o ile takie rozwiązanie w przypadku ślubów, mogłoby być jeszcze do przyjęcia, o tyle nakładanie na wiernego opłaty w przypadku chrztu, uważam za dalece niestosownym postępowaniem ze strony kościoła…to siedlisko pychy, powinno być najmniej wdzięczne dozgonnie, za wprowadzanie do ich kościoła nowych dusz…młodego narybka…młodych owieczek…, to kler powinien za to płacić!!! W przypadku uczestnictwa osoby duchownej w pogrzebie, pobieranie za to opłaty, z jednoczesnym zaprzeczeniem w dodatku zasady „CO ŁASKA”, bo przecież wszyscy wiemy, iż zawsze jest CO ŁASKA, LECZ NAJMNIEJ…i tu padają kwoty…w zależności od miasta, parafii, i wszelkich innych okoliczności, to zwykła lichwa, nie mająca nic wspólnego z wiarą…jedyną słuszną wiarą! Zastanawiam się, kiedy zostaną obiletowane uczestnictwa w zwykłych mszach? Bo to już chyba niedaleko…”…dzień dobry…dwa na 16.00, na ks. Walikonia poproszę…” bleeee!!! Bóg niedługo chyba zwymiotuje na to wszystko…jeśli już nie dostał sraczki!

Katolicyzm-Moja Prawda…I Niech NIkt MI Nie Mówi, Że To Czasy Komuny…Tak Jest Do Dziś!


Gdy miałem kilkanaście lat, moja mama poszła na wywiadówkę do mojej szkoły…ojciec…nie pamiętam gdzie był…możliwe, że poza miastem…to były czasy KOMUNY JEBANEJ…księża interesowali się wszystkim, co napotkali w domach „wiernych”…mojemu Tacie wiodło się wtedy jak amerykańskiemu obywatelowi…był jednym z pierwszych w tym smutnym jak pizda mieście, kto był w stanie zrobić sito na t-shirt-cie…czarne dupki, w czarnych sukienkach zawsze dostawały po kolędzie niezłą monetę, do czasu, gdy nastała w moim domu godzina ZERO. Tak jak wspomniałem, moja mama była u mojej mocodawczyni na spowiedzi…w tym czasie przyjechał mój chrzestny…niejaki Andriej…w między czasie zadzwonił pingwin do drzwi-PO KOLĘDZIE…otworzyłem…on też otworzył-ale swój kajet…popatrzył na mnie i stwierdził-TUTAJ NIGDY KSIĄDZ NIE BYŁ PRZYJMOWANY!!!…jako szczyl, widzący księdza co rok z jakąś jebaną mietłą, interesującego się tym co leży na szafie, co jest za tymi, czy tamtymi drzwiami-poczułem się WKUR…(urażony…:(…)…nie wszedł…wyjebałem go, jako kilkunastoletni chłopak…za kilkanaście minut wróciła mama…opowiedziałem to wszystko, zagotowała się-jak to?!!! Zawsze jest przyjmowany-co było zgodne ze stanem faktycznym. Powiedziała: poczekaj, zaraz go dorwę…wybieg ła…dorwała KMIOTA…okazało się, że co roku, przyjmując darowiznę z rąk mamy, pedały chowały do kiszeni, a w kajecie odchaczały, że ksiądz NIEPRZYJĘTY…za rok mama przyjęła kutasa, ale na nieco odmiennych warunkach…po tym całym jebanym święceniu…gadce szmatce…włożyła do koperty 10zl…Kutas wyszedł…i nawet nie zszedł z pola widzenia wizjera…otworzył kopertę a tu ZONK…od tamtej pory, rodzice nie przyjmują księdza-ja też…kiedyś, gdy już mieszkałem z żoną w Tomaszowie, przylazł do mnie…moja żona wychodziła, i zamykając drzwi, napatoczyła się na KUTASA…ten JĄ pyta-można? ona mówi…tam jest mąż, ale niech ksiądz próbuje, i poszła…ten puka do mnie…ja patrzę przez wizjer, i myślę: KURWA!!! CO ZA PACJENT? NIE ZNAM?…otwieram, a ten: niech będzie…itd…czy można?, ja na to NIE! a ten: CZAMU?a ja no: BO NIE PRZYJMUJĘ KSIĘDZA!!! JEB DRZWIAMI!!! bez wyjaśnień!!!…tyle