Wrzuta


W tym szczególnym przededniu, czegoś…wydawałoby się być cudownym, pragnę złożyć pretendentowi najszczersze kondolencje, ale i paradoksalnie „mówiąc”, wyrazy podziękowania, ponieważ nie ma to jak trafić pod pręgierz, jednocześnie będąc wybawcą…ofiarodawcą wolności, niezależności, spokoju ducha, jak i również komfortowego poczucia czystości i  zdrowia ciała…w każdym aspekcie 🙂

Infantylna Ścierka…Problem Zażegnany


…kupione, zamówione…wszystko jedno…pozostaje mi współczuć pretendentowi…dla mnie to ZWYCIĘSTWO…uwolniłem się…raz na zawsze-AMEN-kurwa jego jebana mać 😉 Teraz to już nie moje problemo 😉 blond siksa&blond guay zafundowali sobie max-euforyji…zajebiście…ponieważ wiem…co będzie…co ich czeka…a w zasadzie Jego, hehehe…jak powiedział mój szwagier: ONA NIE JEST PRZYSTOSOWANA DO FUNKCJONOWANIA W SPOŁECZEŃSTWIE :))) zgadza się…ale co mnie to? W Łodzi już się ścierka nie nadaje…musi szukać poza…stąd w modzie tereny popowodziowe…a…jak się pretendent okiełzna, i jorgnie do czego ścierka jest zdolna, sam się zmityguje…żałosna, śmieszna, trywialna i infantylna jak 5 letnie dziecko…nawet gdyby robiła laskę samemu księciu Karolowi…za free ;)zostanie TYM KIM zawsze była… jeździ ścierka po mieście i chwali się swoim górnikiem, tak jakbyśmy tu w Łodzi mieli niewiele siwiejących okazów nieszczęścia…Proponuję uderzyć jeszcze może w temat City Board, Radio Parada…bo do RM to raczej się nie nadadzą chyba…no i może Szpilki, lub coś takiego zwyczajnie hujowego ale bardzo kolorowego…coś takiego co blondyny w autobusach przeczesują z wielkim przejęciem…Teletydzień będzie chyba najbardziej odpowiedni…tak na pierwszej stronie 😉 …aaa…no i pod szyldem Tęczy wielki afisz będzie „na miejscu” 😉 niektóre siksy to mają dopiero nasrane we łbie…a wydaje im się że są jakimiś „wspaniałościami”…zwykły shit, i to niskiej klasy jakości…;) śmieeehu waaarta…hehehe…;) Szczeniak Na Smyczy Mocno Zaciśniętej, tyczy się bohaterów  tego wpisu, a nie Ciebie…słodka D…;)

Tęcza Barw Prozy Życia – Pan Frontera (CzęśCykl : „Opowieści Bujnych Treści)


Pan Frontera od początku był dla mnie zagadką,którą nawet nie bardzo pragnąłem odszyfrować. W szeregi Bractwa Kardynała Wyszyńskiego (czytaj dalej BKW) wstąpił jakoś na przełomie 2009-2010. Choć pojawił się nagle, nie wiadomo skąd-niczym tajemniczy Don Pedro Z Krainy Deszczowców witany i goszczony w głównej siedzibie BKW z należytymi honorami z niespotykaną uprzejmością. Długi czas nie miałem okazji poznać osobiście Frontery mimo, iż jestem członkiem bractwa od kilku ładnych lat…z powodów o których pisać nie muszę jestem również częstym, systematycznym bywalcem głównej siedziby BKW. Wykonuje kilka telefonów dziennie, do jej członków, w szczególności do jednego z NICH. Bywało ze wracając stamtąd, a następnie wykonując telefon, czułem oddech Frontery w słuchawce, jednak nigdy nie udało się mi spotkać go osobiście aż do świąt wielkanocnych tego roku. Odjeżdżając spod głównej siedziby BKW nagle podjechał BAAARDZO ROOODZINNY samochód: grafitowy OPEL VECTRA, z którego wysiadł przeor OH-AH (główny przeor bractwa) oraz zupełnie nieoczekiwany przeze mnie Frontera. OH-AH promieniował dumą z powodu nowego towarzysza, zwerbowanego w swe szeregi. Oczy OH-AHA przepełniał najwyższy możliwy współczynnik samooceny, oraz iskry tak gorące, jakby przed chwilą przeszły przez nie impulsy najpotężniejszego orgazmu w życiu, którego można uświadczyć wyłącznie z …rosłym ogierem rasy arabskiej. Pomyślałem-co za tępy obuch z tego OH-AHa? Przecież tak po prawdzie TO JA SAM kilka miesięcy wcześniej wypiąłem się na Jego Magnificencję OH-AHa, mówiąc wyraźnie i ostatecznie iż moje wizyty w BKW od tej pory dotyczyć będą jedynie mojej…życiowej misji-taki już ze mnie altruista… Frontera zajęty zamykaniem wspomnianego Familly Car, w końcu podszedł gdy mnie zajmowała rozmowa z przeorem OH-AH, dotycząca terminu mojej następnej wizyty w BKW. Niewytłumaczalna duma OH-AHa, która jak sądzę miała wywrzeć na mnie poczucie dyskomfortu, wywarła jednak wrażenie całkowicie odwrotne do oczekiwań przeora. Wrażenie ZAŁOSNE, które można porównać do widoku kogoś chcącego zabłysnąć, kogoś godnego pożałowania, jak manifestujący swój kozaczyzm- kozak nad kozakami, ale gdy wyobrazimy go sobie siedzącego w toalecie, z trudem oddającego ścisły stolec, sprawiający niewyobrażalny ból-CAŁY CZAR PRYSKA !Tak odebrałem dumę OH-AHa. Co bardziej zaskakujące, duma OH-AHa pozostawała w wyraźnym kontraście z malującym się na twarzy Frontery całkowitym przeciwieństwem…spokojem, ogładą, lekką konsternacją lecz godną podziwu kulturą osobistą czego wyrazem był fakt iż Frontera wyciągnął rękę i najnormalniej w świecie przedstawił mi się. Takiej kultury i wyczucia sytuacji, brakującej przeorowi,można tylko pozazdrościć panu Frontera-pomyślałem i odszedłem żegnając się również kulturalnie …mówiąc po prostu-dobranoc. Po powrocie do domu przeanalizowałem to nagłe spotkanie i po krótkiej rozmowie z dwiema osobami,polegającej na wyśmianiu całego zajścia-wysunąłem tezę, iż daję temu „układowi” góra dwa lata, w uwagi na doskonałą znajomość oczekiwań, wymagań i braku empatii wobec nowo werbowanych towarzyszy przeora. Znam go od lat nastu, w ścisłym „związki” z pzreorem BKW pozostawałem kilka lat, znam każdy zakamarek pokrętnej JEGO osobowości , jego zdolnosci do manipulacji,tanich gierek, niskiego lotu morale, oraz podrzędnego sortu niedostatku umiaru we wszystkim co wiąże się z górnolotnymi relacjami międzyludzkimi.
Ale wracając do Frontery…ku mojemu zaskoczeniu, tak jak szybko pojawił się na TOPIE, tak szybko również zniknął z firmamentu BKW. Mimo iż OH-AH, tak w niego zapatrzony, tak zaaferowany i obnoszący się ze swoim świeżo zwerbowanym towarzyszem, jak twierdził OH-AH juz za chwilę miał dostąpić zaszczytu oficjalnych ślubów z bractwem, miał być na piedestale, do grobowej deski, po prostu numero uno!…Frontera jednak zniknął po kilkunastu tygodniach bez śladu! Pojawił się jak królik z kapelusza a zapadł się pod ziemię nagle jak obietnice KACZYŃSKIEGO podczas kampanii prezydenckiej, dotyczące zakończenia raz na zawsze wojny POLSKO-RUSKIEJ, czy też obietnice pomocy dla powodzian.Pomimo tak efektywnej i efektownej kampanii promującej przewspaniały wizerunek nowego nabytku, jakim był FRONTERA. Przyznam, iż nie mogąc uwierzyć w tak pośpieszne wykluczenie Frontery z szeregów OH-AHa, z lekka podkurwiło mnie. Przecież znam, jak twierdzę, doskonale OH-AHA, więc JAK MOGŁEM TAK POMYLIĆ SIĘ w wysunięciu DWULETNIEJ prognozy jako maksymalnej długości czasu dla przetrwania ich relacji? Czyżby moja wiedza błędną była? A może przeceniłem któregoś z nich w kwestii cierpliwości jaką każdy z nich czy nas posiada? Rozumiem-ROK, PÓŁTORA…ale to nie było nawet pół…a moja obiektywna ocena stanowiła o dwóch latach jako terminie krytycznym…Hmmm no cóż…Trochę szkoda mi, szczerze mówiąc
Frontery …Te kilka chwil twarzą w twarz z nim, sprawiło iż nabyłem osobliwe-pozytywne zdanie o Nim, sprawiał wrażenie człowieka ułożonego, i rozsądnego, choć nie posiadam patentu na nieomylność więc mogę być w będzie. Szkoda mi go również jeszcze z innego powodu, otóż OH-AH,zanim wykluczył Frontere, z nieziemskim zacietrzewieniem werbował już następcę, co było mało lojalnym zabiegiem ale…w moim przekonaniu, głównym mottem przeora jest coś na wzór LIVE IS BRUTAL. Następcy rzuca się „góry złota” pod nogi jako „górnolotne deklaracje”, obietnice rajskiego życia a poprzednikowi, jeszcze nieświadomemu że jego czas minął nie zdradza się faktu do momentu maksymalnego wykorzystania jego WSZELKICH MOŻLIWYCH atrybutów. Poźniej, jednym cięciem POPRZEDNIKA-chlast !!! I gitara !!! Jednak zanim to nastąpi, zawsze jest okres PODWÓJNEJ GRY,kiedy jeszcze następca również nie jest świadomy iż tak naprawdę wcale nie z niego taki WYBRANIEC, bo jeszcze z poprzednika czerpane są korzyści a za chwilę tak na prawdę OOON SAAAM stanie się POOOPRZEEEDNIIIKIEEEM:)
BKW chyli się powoli ku MORALNEMU upadkowi, dlatego też jakiś czas temu SAM dokonałem aborcji więzów łączących mnie z OH-AHem…NIE ON ! NIE NIKT INNY ! To była MOJA ŚWIADOMA i NIEODWOŁALNA decyzja której nie żałuję !