Naukowcy odkryli największą strukturę w kosmosie. Jej gabaryty podważają wiele teorii naukowych! ( www.natemat.pl )


http://natemat.pl/46827,naukowcy-odkryli-najwieksza-strukture-w-kosmosie-jej-gabaryty-podwazaja-wiele-teorii-naukowych
image
Czytaliście w podręcznikach do fizyki i astronomii, że w kosmosie nie istnieje nic, co miałoby średnicę większą od miliarda lat świetlnych? Musicie nadrobić więc braki w wiedzy, bo naukowcy z Wielkiej Brytanii właśnie odkryli w strukturę wielką na prawie cztery miliardy lat świetlnych.
Nowy rok zapowiada się wyśmienicie dla odkrywców kosmosu. Już w pierwszym jego tygodniu brytyjscy astronomowie mogli się pochwalić, iż właśnie odkryli największą znaną dotąd strukturę w przestrzeni kosmicznej. LQG, czyli large quasar group jest tak potężna, że kierujący badaniami Roger Clowes z University of Central Lancashire twierdzi, iż jej potwierdzone gabaryty w zasadzie mogą stanowić podstawę do podważenia większości przyjętych obecnie teorii na temat kształtu kosmosu.
Jak tłumaczy Clowes, dotychczas myśleliśmy, że między najodleglejszymi punktami odkrytej struktury odległość nie może być większa niż 1,2 miliardów lat świetlnych. Teraz jednak okazuje się, że ta liczba może być o wiele większa. Nie brzmi to zaskakująco dopóki nie poda się rozmiarów Drogi Mlecznej, czyli galaktyki, w której znajduje się Ziemia. Jej rozmiary to tymczasem „zaledwie” 100 tys. lat świetlnych. LQG w swoim najszerszym punkcie ma długość około 4 miliardów lat świetlnych. 
Andromeda, inna najbliższa nam galaktyka, której podbicie marzy się większości twórców science-fiction, jest natomiast oddalona na gigantyczną w naszym wyobrażeniu odległość ponad dwóch milionów lat świetlnych.
Nawet w wielu podręcznikach akademickich na temat budowy kosmosu można więc znaleźć stwierdzenia, że we Wszechświecie nie mogą istnieć struktury większe niż te o średnicy 1,2 mld lat świetlnych. Najnowsza publikacja brytyjskich naukowców, którą w piątek przedstawili w Monthly Notices of the Royal Astronomical Society, całkowicie tym teoriom przeczy.

Źródło: Yahoo.com

Opublikowano przez WordPress dla Androida

Wszechświat I Jego „Skończoność”


Jeśli przyjąć tezę że najprostsze rozwiązanie jest zazwyczaj trafne, aktualnie przyjęty model Wszechświata oraz jego „skończoności” w sensie rozmiarów jest bardzo nielogiczny.
Współcześnie uznawany model powstania i ekspansji czasoprzestrzeni.

Według aktualnych teorii oraz obliczeń jego średnica wynosi 93 miliardy lat świetlnych. Z definicji wszechświata wynika, że nic nie może istnieć poza nim-ani materia ani czas. Jeśli jednak przyjmujemy za fakt proces rozszerzania się Wszechświata należy przyjąć iż rozszerza się on w jakiejś wolnej dla tego procesu przestrzeni a więc w pustej przestrzeni pozbawionej poza jego granicami materii. Jeśli więc jest miejsce umożliwiające ten proces nieprawdziwym jest twierdzenie że Wszechświat jest „skończony” i nic poza nim istnieć nie może. Logiczne za to jest stwierdzenie że zbliżając się do jego granicy wykraczając poza nią obserwujemy go jeszcze do chwili aż oddalimy się na tyle daleko aż będzie on niemożliwym do dostrzeżenia przez nas a więc nie jesteśmy pozbawieni do tego momentu punktu odniesienia dzięki któremu możemy jeszcze wyznaczać czas – według Teorii Względności Einstein-a, a nawet jeśli poza jego „granicą” nie znajduje się już żadna materia to w momencie oddalania się od jego granic, przy możliwości ustalenia jeszcze czasu i naszej prędkości oddalania w tej pustej przestrzeni my sami jesteśmy materią która tę przestrzeń wypełnia w jakkolwiek rozumianym rozmiarze czy sensie. Jeśli jeszcze do tego dołożyć możliwość stosowania odpowiednich instrumentów dających nam szansę oddziaływania na naszą percepcję utraconego z pola widzenia „gołym okiem” Wszechświata należy przyjąć teoretyczne możliwości miary czasu i prędkości bez względu na to jak daleko oddalimy się od punktu odniesienia. Nawet jeśli przyjmiemy teorie że w chwili przekroczenia jego granicy MY-jako materia ulegniemy jakieś magicznej dematerializacji z uwagi na to iż nic nie może istnieć poza Wszechświatem, czy też innym niezrozumiałym przemianom jakie teoretycznie przewidziane są choćby w momencie przekroczenia „Horyzontu Zdarzeń” (czarna dziura) czy też granicy „Osobliwości” (czarna dziura) nie tłumaczy to w żaden sposób tego że jeśli Wszechświat rozszerza się faktycznie to między innymi dlatego że MA DO TEGO PRZESTRZEŃ. Tak więc paradoksalnie w tym przypadku łatwiejszym do zrozumienia i przyjęcia za fakt jest przyjęcie teorii o nieskończoności Wszechświata.
Skoro jednak współczesna nauka nie potrafi podać górnych ograniczeń wielkości Wszechświata a definicje encyklopedyczne dopuszczają możliwość jego „nieskończoności” możemy tylko domniemać i przesypywać się argumentami kto ma rację. Potrafimy podać dolne ograniczenie, wynikające z ekstrapolacji oddalania się od nas najdalszych obserwowanych obiektów. Wynika z niego, że wszechświat ma średnicę co najmniej 93 miliardów lat świetlnych[2]. Nie jest to jednak dolna granica średnicy Wszechświata – ta jest szacowana obecnie na podstawie badania mikrofalowego promieniowania tła na 78 mld lat świetlnych.
Z aktualnej definicji wszechświata wynika, że nic nie może istnieć poza nim. Istnieją jednak alternatywne definicje, dopuszczające że nasz „Wszechświat” jest jednym z wielu „Wszechświatów”, których zbiór określa się jako Wieloświat. Przykładowo teoria chaotycznej inflacji dopuszcza istnienie nieskończenie wielu wszechświatów różniących się obowiązującymi w nich stałymi fizycznymi. Wieloświatowa interpretacja mechaniki kwantowej mówi natomiast, że każdy pomiar kwantowego układu w superpozycji powoduje powstanie osobnego wszechświata dla każdego wyniku pomiaru. Ponieważ z definicji takie wszechświaty są rozłączne z naszym, tych spekulacji nie da się przetestować eksperymentalnie.
Uważa się, że wszechświat składa się głównie z ciemnej energii i ciemnej materii, których natury nie znamy. Zaledwie 4% wszechświata to zwykła materia.

Tak więc czym wiemy więcej – WIEMY MNIEJ 🙂 i nic tu nie jest pewne „na setkę” 🙂

Hugh Everett-Teoria Obecności I Oddziaływania Innych Wszechświatów Na Nasz…


Everett nazwał to wieloświatową interpretacją mechaniki kwantowej. Takie wyjaśnienie pasowało do równań teorii, ale fizycy nie potrafili się z nim pogodzić. Najwięcej zastrzeżeń budził fakt, że w każdym wszechświecie bieg wydarzeń musiałby się wciąż rozszarpywać na nieskończenie wiele torów, rodząc tym samym kolejne wszechświaty. Nikt nie mógł uwierzyć, że nasza rzeczywistość ma taką postać.
– Większość fizyków do dziś nie umie się z tym pogodzić – powiedział spokojnie Gordon – chociaż nikt nie zdołał wykazać, że ta interpretacja jest błędna.

To bardzo proste doświadczenie. Jest wykonywane od dwustu lat. Ustawmy naprzeciwko siebie dwa ekrany, a w pierwszym zróbmy wąską pionową szczelinę.
Pospiesznie naszkicował to na kartce.

– Skierujmy teraz na szczeliną strumień świtała. Na drugim ekranie ujrzymy…

– Białą pionową kreskę – odparł Marek. – Od światła przechodzącego przez szczelinę.

– Zgadza się. Będzie to wyglądało mniej więcej tak.
Wyjął z teczki fotografię.

Niżej zrobił na kartce drugi rysunek.
– Teraz zamiast jednej szczeliny zrobimy dwie. Kiedy skierujemy na nie strumień światła, zobaczymy…

– Dwie pionowe kreski – wpadł mu w słowo Marek.
– Nie. Będzie to cały szereg jaśniejszych i ciemniejszych pasków.
Pokazał drugie zdjęcie.

– Ale gdy skierujemy strumień światła na cztery szczeliny, otrzymamy dwukrotnie mniej pasków niż poprzednio. Co druga kreska zostanie wygaszona.

Marek zmarszczył brwi.
– Im więcej szczelin, tym mniej pasków? Dlaczego?
– Zwykle efekt ten tłumaczy się wzajemnym oddziaływaniem dwóch fal światła przechodzącego przez szczeliny, Fale się sumują, więc w pewnych miejscach wzmacniają, w innych zaś wygaszają nawzajem. Stąd bierze się szereg jasnych i ciemnych pasków na ekranie. Nazywamy to zjawisko interferencją światła, a powstające paski prążkami interferencyjnymi.
– Jasne – odezwał się Hughes. – Co złego w tym wyjaśnieniu?
– Co złego? Jest ono oparte na teorii dziewiętnastowiecznej. Wszystko się zgadza pod warunkiem, że założymy falowy charakter światła. Od czasów Einsteina wiemy jednak, że światło jest strumieniem cząstek zwanych fotonami. Jak można wyjaśnić to zjawisko wzajemnym oddziaływaniem materialnych fotonów.
[…]
– Teoria korpuskularna nie jest taka prosta jak ją pan przedstawił. W zależności od sytuacji cząstki wykazują wiele właściwości falowych. Mogą też interferować ze sobą wzajemnie. W tym wypadku mamy do czynienia z interferencją fotonów. Nietrudno sobie wyobrazić, że w taki czy inny sposób muszą na siebie oddziaływać, tworząc w efekcie prążki interferencyjne.
– Tylko czy to wytłumaczenie jest prawdziwe? – ciągnął Gordon. – Czy właśnie tak się dzieje? Jednym ze sposobów na ujawnienie prawdy jest eliminacja wszelkich oddziaływań pomiędzy fotonami. Trzeba wziąć wąziutki strumień pojedynczych fotonów. Udało się to wykonać doświadczalnie. Utworzono bardzo cienką wiązkę światła, utworzoną przez liniowy strumień fotonów. Oczywiście zamiast ekranu należało zastosować detektory, w dodatku tak czułe, aby wychwyciły nawet pojedynczy foton. Jasne?
– W ten sposób całkowicie wyeliminowano interferencję między cząstkami, które przedostawały się przez szczeliną pojedynczo, jedna za drugą. A detektory rejestrowały miejsca, w których fotony zderzyły się z ekranem. I po kilku godzinach uzyskano taki oto rezultat.

– Jak widzicie, pojedyncze fotony trafiały w ekran tylko w niektórych miejscach, do innych nigdy nie docierały. Zachowywały się dokładnie tak, jak widziany dla nas szerszy snop światła. A przecież to był strumień pojedynczych fotonów, żadne inne cząstki nie mogły z nimi interferować. Niemniej interferencja musiała zachodzić, bo zaobserwowano zwykłe prążki interferencyjne. Powstało więc pytanie: z czym interferuje pojedynczy foton?
– Jeśli sięgnąć do rachunku prawdopodobieństwa…
– Nie odwołujmy się do matematyki, pozostańmy przy faktach. To doświadczenie wykonano z prawdziwymi fotonami skierowanymi na prawdziwe detektory. I zaobserwowano interferencję. Wiec co interferowało z fotonami?
– Musiały to być inne fotony – odparł Stern.
– Zgadza się, tylko skąd? Detektory nie wykazały obecności jakichkolwiek innych fotonów. Więc skąd się wzięły?
[…] – Interferencja pojedynczych fotonów dowodzi, , iż rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona od tego, co obserwujemy w naszym wszechświecie. Jeżeli zachodzi interferencja mimo wyeliminowania wszelkich czynników mogących ją powodować, oznacza to, że interferujące fotony należą do innego wszechświata. Mamy więc dowód na jego istnienie.
– Dokładnie tak – przyznał Gordon. – Jest to zarazem dowód, że inne wszechświaty oddziałują na nasz wszechświat.