Życie To Nie Dar… Darów Nie Odbiera Się… Czyli Jak Działa Niebiański, Skurwysyński Provident?


Keith Richards w filmie biograficznym o nim samym, otwiera pierwze ujęcie swoimi słowami: ” Życie to śmieszna rzecz… myślałem, że w najlepszym razie dociagnę do trzydziestki…aż tu nagle wszedłem w trzydzieści jeden. Pomyślałem nie jest tak źle…trochę tu jeszcze zostanę.” Rozbawiła mnie ta scena i słowa gościa, który niewątpliwie jest żywą legendą, z niejednego pieca chleb jadł, co wypisane ma na twarzy jak każdy z Rolling Stones. Ja nie jestem w stanie stwierdzić, iż życie jest jedynie śmieszne. Moim zdaniem życie to najdziwniejsze co można sobie wyobrazić i poddać pod rozmyślania. Życie bywa śmieszne choć bywa również w pewnych etapach traumatyczne. Bywa beztroskie jak i zarazem bardzo stresujące. Życie zawiera w sobie wszystkie odczucia, emocje, radosci, smutki, komplikacje i prostoty. Kiedyś będąc jeszcze wierzącym, myślałem o życiu taktycznie jak o przywileju. Od około dziesięciu lat, będąc ateistą, pomimo satysfakcji z doswiadczenia poznania, samoświadomości, posiadania wiedzy o pięknie sztuki, ekstazie odmiennych stanów świadomości, eurorycznego uniesienia miłością, myślę jednak, że to wielka kupa gówna. Najpierw człowiek staje pod siebie jedynie wrzeszcząc i jedząc. Po chwili wie że nie może sam decydować o sobie i niecierpliwie czeka na moment kiedy będzie mógł spróbować pierwszego papierosa, sexu, narkotyków i innych przywilejów dorosłego osobnika. Nawet nie zauważa kiedy się nim staje, i gdy zaczyna już być sam odpowiedzialny za siebie, w natłoku gonitwy za środkami, dobrami, i innymi zbędnymi gównami wchodzi w wiek, w którym siwe włosy nie tylko na głowie i jeszcze kilka innych niedostrzegalnych jeszcze chwilę temu czynników, zaczyna go przygotowywać na przyjście wrednego pana, przedstawiającego się jako Joe Black co jest znakiem, iż czas się pakować. W najlepszym razie naszego hipotetycznego szczęściarza pierdolnie auto na przejściu dla pieszych, gdzie zginie na miejscu, lub dozna nagłej śmierci w wyniku zawału lub wylewu. W gorszym wypadku, zdiagnozują u niego całkiem przypadkiem, rozwijające się od trzydziestu lat bez żadnych symptomów SM albo inny shit, i niestety po tym jak dwadzieścia następnych lat męczarni odbierze mu jak nic innego chęć do życia, na sam koniec pewien pedał w sukience na jego pogrzebie nazwie to jego życie było Wielkim Darem. Został Ci podarowany Wielki Dar, który musisz niestety teraz zwrócić. Taki qrwa Niebiański Provident, z tą różnicą że ten przyziemny odbiera jakiś procent jedynie a ten niestety bierze wszystko, łącznie z Twoimi myślami…swiadomością…WSZYSTKO!!! Pomimo wszystkich tych przyjemności przywilejów, dobrodziejstw i wszystkiego co najpiękniejsze w życiu, oraz pomimo stanowczego stwierdzenia, iż mój żywot jest uznany przeze mnie jako taki jaki powinien być, niczego nikomu nie zazdroszcząc, wraz z nieprzejednany mi pokładami radości, iż swoje życie przeżywam od dłuższego czasu tak jak sam chcę, a nie jak wypadało by, lub jak chciały by osoby trzecie, życie uważam za największe skurwysyństwo jakie może spotkać człowieka. A biorąc pod uwagę, iż w procesie formowania się wszechświata, z fizycznego i kosmologicznego punktu widzenia już dawno wiadomo, że życie jest jedynie produktem ubocznym, w stwierdzeniu tego skurwysyństwa nie ma żadnego bluźnierstwa moralnego.