Wypadek w Łodzi


Dziwny wypadek w Łodzi
Piątek, 30 kwietnia (09:51)

Źródło : http://www.interia.pl

Policjanci wyjaśniają okoliczności wypadku drogowego, do którego doszło wczoraj około 22.30 na skrzyżowaniu ulic Zakładowej i Ofiar Terroryzmu w Łodzi.

BMW uderzyło w sygnalizator i latarnię a następnie pojazd zapaliło się /Policja

Z nieustalonych do tej pory przyczyn zderzyły się trzy samochody osobowe: ford sierra kierowany przez 27-letniego łodzianina oraz dwa bmw, którymi kierowali mieszkańcy Kutna w wieku 21 i 20 lat. Jedno z bmw po zderzeniu z samochodami dodatkowo uderzyło w sygnalizator świetlny i latarnię a następnie pojazd zapalił się.

21-letni kierujący tym bmw poniósł śmierć na miejscu, hospitalizowano 19-letniego pasażera.

Z obrażeniami ciała do szpitala przewieziono także 27-letniego kierowcę forda oraz 20-letniego kierowcę drugiego bmw. Pojazdy zabezpieczono do specjalistycznych badań.

Od redakcji:Z nieustalonych przyczyn doszło do zderzenia… Policja prosi świadków zdarzenia… Pewnie po jakimś czasie okaże się, że do wypadku doszło, jak zawsze, wskutek „niedostosowania prędkości”, tymczasem sprawa wydaje się całkiem jednoznaczna. Dwie starszawe beemki, za to kierowcy młodzi – w wieku 20 i 21 lat. Komentujący ten tragiczny incydent internauci nie mają wątpliwości – to efekt wyścigów na 1/4 mili, urządzanych na świeżo wyremontowanej, prostej ulicy. Wyścigów, które są plagą wielu polskich miast i zbierają krwawe żniwo wśród uczestników.

Łódzka policja próbowała zaradzić złu, patronując legalnym imprezom tego typu, organizowantym z pełnym zabezpieczeniem,. Ale co to za frajda ścigać się pod okiem „psów”? Dlatego, jak widać, ostre, nielegalne ściganie nadal jest wśród małolatów (małolatów w sensie dojrzałości psychicznej, poczucia odpowiedzialności, a nie daty urodzenia) w modzie. A że w trakcie takich szaleństw można stracić życie? Cóż, zdaniem uczestników pewnie to tylko dodaje zabawie pieprzu.

Można rzec – ich sprawa, chcą, niech się zabijają. Sęk w tym, że niekiedy udaje im się jednak przeżyć. A wtedy koszty leczenia i późniejszego utrzymania niezdolnych do samodzielnej egzystencji, zmądrzałych poniewczasie, głupców, spada na resztę społeczeństwa.
I jeszcze jedno: ofiarami nielegalnych wyścigów bywają również ludzie zupełnie przypadkowi. Tacy, którzy po prostu mieli pecha, znaleźli się w niewłaściwym czasie i w niewłaściwym miejscu. Czy do tej grupy należał właśnie nieszczęsny kierowca forda sierry?
Wszystkie osoby, które były świadkami tego wypadku proszone są o kontakt z Wydziałem Ruchu Drogowego KMP w Łodzi tel.42/ 665 25 00.

Śmierć !


Człowiek jest jedyną istotą żywą, która wie o tym, że umrze i potrafi snuć na ten temat rozważania.

Tadeusz Kielanowski

Jak więc należy żyć, aby śmierci się nie obawiać i powitać ją z radością? „Strach przed śmiercią jest najlepszym znakiem fałszywego, tzn. złego życia„-uczy nas Wittgenstein. Czy religia jest tu jedyną możliwością? Mówi się, że wiara jest neurologicznie wbudowana w nasz mózg i musimy mieć Boga-wyimaginowanego ojca, przyjaciela i powiernika. Tej neurologicznej luki ponoć nic innego zapełnić nie może tylko Bóg, jako taki lub jego idea. Nie jest to prawdą. Lukę tą zapełnić może równie dobrze nauka, sztuka czy miłość do realnego świata nie oparta na wierze w życie pozagrobowe. Ale takie funkcje religii jak pocieszenie i ukojenie tak niezbędne w obliczu śmierci, trudno zastąpić czymś innym. Co można dać umierającym w bólu, ludziom którzy stracili nagle najbliższych? Odpowiada na te pytania Richard Dawkins w swej głośnej książce „Bóg urojony„. Podaje on przykłady pocieszenia w aspekcie fizycznym (ulgi w cierpieniu) oraz w aspekcie psychologicznym. Ten drugi rodzaj polega na pocieszeniu poprzez odkrycie nowych faktów lub spojrzenie na znane fakty z innej perspektywy.

Szekspir pisał o siedmiu stadiach życia, z których każde kończy się „śmiercią”, gdy przechodzimy z jednego etapu życia w drugi. Z tej perspektywy umieranie starego człowieka niewiele różni się od powolnych i stopniowych „śmierci”, które ma już za sobą. Mark Twain natomiast inaczej poradził sobie z lękiem przed śmiercią pisząc: „Nie boję się śmierci. Nie żyłem przez miliardy lat, zanim się urodziłem i nie czułem z tego powodu żadnego dyskomfortu.” Ten sam Dawkins w książce „Rozplatanie tęczy” powiada:„Umrzemy i to czyni z nas szczęściarzy. Większość ludzi nigdy nie umrze ponieważ nigdy się nie narodzi. Ludzi, którzy potencjalnie mogliby teraz być na moim miejscu, ale w rzeczywistości nigdy nie przyjdą na ten świat, jest zapewne więcej niż ziaren piasku na arabskiej pustyni.”

Śmierć jest problemem, który nurtuje ludzkość od jej początków, gdy nie powstało jeszcze pojęcie filozofii, choć może żyli już pierwsi filozofowie. Liczne dowody kopalne, a także naskalne rysunki dowodzą, że już w paleolicie kultura oryniacka wytworzyła specjalne rytuały i obrzędy związane ze śmiercią. Można przypuszczać, że człowiek paleolityczny zastanawiał się nad istotą śmierci (jej przyczynami, dalszymi losami jednostki po śmierci), tak jak zastanawiał się nad istotą narodzin, ognia, burzy i wielu innych zjawisk. Odpowiedź znajdował w magii i pierwotnych wierzeniach religijnych. Dziś, po wielu tysiącach lat, uzbrojony w naukę i technikę człowiek zna już odpowiedź na wiele z tych pytań. Jednakże śmierć i jej konsekwencje stanowią dlań nadal zagadkę i budzą lęk nie mniejszy niż w „prymitywnym” człowieku paleolitu. Poznajemy, co prawda – ściślej mówiąc: poznają nieliczni specjaliści – przyczyny śmierci, jednakże odpowiedź na pytanie, co dzieje się z człowiekiem po śmierci, należy dziś do sfery wiary, a nie wiedzy.

Jest rzeczą oczywistą, iż filozofowie, rozważający między innymi istotę człowieka jako bytu o szczególnych cechach, nie mogli pominąć zagadnienia śmierci. Jest ona bowiem zakończeniem tej części egzystencji człowieka, która jest dostępna naszej obserwacji zmysłowej.

Jednakże nie tylko filozofowie zajmowali się problemem śmierci. Wszystkie nauki o człowieku poświęciły jej mniej lub więcej uwagi. Śmierć doczekała się wielu opracowań psychologicznych; w Stanach Zjednoczonych powstał nawet specjalny dział psychologii, zwany psychologią śmierci. Niektóre kierunki psychologiczne upatrują w popędzie do śmierci jeden z podstawowych podświadomych popędów psychiki ludzkiej. Socjologia uznaje śmierć jednostki i jej konsekwencje dla zbiorowości za ważne fakty społeczne. Antropologia kulturowa nie może pominąć związanych ze śmiercią obrzędów i zwyczajów, takich jak pogrzeby, opłakiwanie zmarłych czy budowa grobowców. Te ostatnie stają się często prawdziwymi dziełami sztuki i skarbnicami kultury, w której powstały.

Na czoło filozoficznych rozważań o śmierci wysuwa się zagadnienie, czym jest śmierć dla jednostki ludzkiej. Odpowiedź na to pytanie nie jest stwierdzeniem pierwotnym, lecz wynika z założeń dotyczących natury bytu. Jak w przypadku większości problemów, tak i tu filozofia daje kilka, wzajemnie niezgodnych, a nawet sprzecznych, odpowiedzi.

Na jednym biegunie znajduje się stanowisko, które można w dużym uproszczeniu nazwać materializmem. Materialiści wierzą (gdyż mimo akcentowanego przez nich racjonalizmu nie mogą tu przedstawić weryfikowanych empirycznie argumentów), iż prócz materii nic nie istnieje. Z tego założenia wynika wniosek, iż człowiek również nie jest niczym więcej niż tworem materialnym. Ponieważ materia ulega zniszczeniu, przeto śmierć ciała jest zarazem całkowitym końcem jednostki ludzkiej. Stanowisko przeciwne można, również w skrócie, określić idealizmem. Idealiści przyjmują założenie, iż prócz materii we wszechświecie istnieje również duch – nieśmiertelny i niezniszczalny. Człowiek jest tym specyficznym bytem, w którym duch i materia współwystępują podczas jego istnienia na ziemi. Śmierć dotyka jedynie ciało (materię), duch zaś oddziela się po śmierci od ciała i jako byt nieśmiertelny prowadzi dalszą egzystencję. Trzecim stanowiskiem jest agnostycyzm. Jego przedstawiciele twierdzą, iż nie mogą rozstrzygnąć, czy człowiek posiada duszę i czy jest ona nieśmiertelna. Stąd też nie udzielają odpowiedzi na pytanie, co dzieje się z człowiekiem po śmierci.

Filozoficzne interpretacje śmierci opierają się zwykle na określonej konceptualizacji jednostki ludzkiej. Ujmowane są one w kategoriach „osoby” albo „natury”, będących podstawą doktryn praw natury. Zarówno „osoba”, jak i „natura” ludzka ukazywane są jako szczególna istota tego, co biologiczne, racjonalne, społeczne – bądź w ich połączeniach. Stąd też rozpowszechnione są rozważania o trzech stronach osobowości albo natury człowieczej – biologicznej, racjo­nalnej i społecznej.

Konieczność śmierci biologicznej natury człowieka nigdy nie była kwestionowana w myśli filozoficznej. Zarówno potoczne obser­wacje, jak i skomplikowane badania, zgodnie potwierdzają jej nieu­chronność.

Ale filozoficzna problematyka śmierci wykracza poza „powrót człowieka do stanu nieorganicznego”, jak to określił Freud. Człowiek, jako jedyna chyba istota w przyrodzie, obdarzony został rozumem. Towarzyszy mu przeto świadomość że umrze; posiada odczucia własnego umierania; rozważa wątpliwości dotyczące swego losu po śmierci.

Potężna bywa wola życia, toteż racjonalnym wywodom o konieczności śmierci sprzeciwiają się często emocje. Sprzeciw ten jest szczególnie silny zawsze wtedy, gdy wymykają się one perswazjom rozumu. Jakże często rozum okazuje się zbyt słaby, aby przekonać swe ucieleśnienie o konieczności śmierci.

Zasługuje na refleksję zasadniczo dwojaka reakcja myśli filozoficznej na fatum śmierci ludzkiej. Jeden jej nurt skłania się ku uporczywej obronie naturalnego prawa do życia; z melancholią, obawą, a nawet strachem rozważa realność śmierci. Jak wyraził to La Rochefoucauld: „słońcu ani śmierci nie można patrzeć prosto w oczy”. Drugi nurt myśli filozoficznej także podkreśla naturalne prawo śmierci, ale przyjmuje ją jako zjawisko konieczne, nieuchronne, wpisane w odwieczne prawidłowości kosmosu. Jego zwolennicy zachęcają do przyjmowania śmierci ze spokojem, zrozumieniem, bez obaw, z godnością, jakiej należy oczekiwać od istoty rozumnej.

Tylko niektórzy myśliciele pragnęli ogarnąć wszystkie proble­my śmierci człowieka. Większość z nich podejmowała jedynie prob­lemy wybrane, cieszące się szczególnym zainteresowaniem w ich czasach. Wśród trwałych wątków filozoficznych znajdujemy obawę przed śmiercią, wysiłki zmierzające do zmniejszania tej obawy, za­gadnienie ewentualności życia po śmierci, problem nieśmiertelności człowieka w zaświatach i pamięci o zmarłym wśród ludzi żyjących.

Rzymianie, których wyraz śmierć zbyt drażnił przyjęli obyczaj łagodzenia tego słowa lub zgoła opisywania. Zamiast mówić „umarł” mówili „przestał żyć, dożył”; byle w tym określeniu było życie, bodaj minione, to już ich pocieszało. Myśmy od nich zaczerpnęli nasze „nieboszczyk”. Mówiono o Ludwiku XIV, iż nie znosił, aby ktoś w jego obecności mówił o śmierci i że polecał zawracać swój wóz na widok cmentarza. Goethe zazwyczaj nie wspominał zmarłych przyjaciół i znajomych, których lubił. Podobnie zachowywał się filozof z Królewca I.Kant. Na urządzane u siebie obiady zapraszał najchętniej młodych biesiadników, nie wyłączając nawet młodzieży studiującej.

Przyczyny były dwie: chęć wprowadzenia większego ożywienia i pogodnej wesołości w gronie gości, a także pragnienie, aby choć na chwilę nie myśleć o starości i zbliżającej się śmierci.

W czasie niebezpiecznej choroby swych przyjaciół wykazywał wyjątkową troskliwość. Swą obawę o ich życie posuwał tak daleko, iż można było przypuszczać, że nie potrafi przeboleć ich straty. Z niecierpliwością oczekiwał ich wyzdrowienia i miewał wtedy zahamowania w pracy naukowej. Kiedy jednak przyjaciel umarł, stawał się spokojny, można powiedzieć prawie obojętny. Śmierć traktował jako stan w którym już nic nie można człowiekowi pomóc.

Nigdy też, już w czasie następnych spotkań obiadowych, nie wspominał zmarłych przyjaciół. Wśród moich znajomych jest ktoś, komu dzieci wycinają nekrologi z gazet, aby nie wprowadzały go w stan, smutku i odrętwienia.

Człowiek jest jedyną istotą na świecie, która nie tylko po prostu umiera, ale która wie o tym, że umiera i dlatego może zająć jakąś postawę wobec śmierci. Człowiek może starać się nie myśleć o śmierci, może śmierci wybiegać naprzeciw, może nadawać jej wybrane znaczenie, może wreszcie dokonywać „metafizycznego rozstrzygnięcia” tego, co go czeka po śmierci. Metafizycznemu rozstrzygnięciu nigdy na ogół nie przysługuje absolutna pewność-stąd nawet dla ludzi przeświadczonych o nieśmiertelności śmierć jest pełna tragizmu i grozy.

Enigmatyczna nadzieja osiągnięcia drugiego, lepszego świata nie przeszkadza nawet najbardziej religijnym ludziom drżeć na myśl o śmierci. Idea życia pozagrobowego tylko w części zmniejsza strach przed śmiercią. Idea ta zawiera nie tylko obietnicę wiecznej szczęśliwości, ale także obietnicę wiecznych, przechodzących wszelkie wyobrażenia męk piekielnych, które potęgują wrodzony strach przed śmiercią.

Z całego tłumu śmiertelników największą gromadę nieszczęśliwców stanowią ci, którym oczekiwanie grożącej im śmierci zakłóca spokój. I jeśli się nie usunie z umysłu tej bo jaźni, trzeba będzie żyć w ciągłym drżeniu serca. Tacy ludzie bywają podwójnie nieszczęśliwi, gdyż zamiast oczekiwać spokojnie nieszczęścia, którego nikt uniknąć nie zdoła, wychodzą mu niejako naprzeciw, a długie melancholijne rozmyślania o śmierci są bodajże stokrotnie dotkliwsze od towarzyszących jej cierpień. W starożytności stoicy przypisywali śmierci wielką wagę, a przygotowania do śmierci sprawiały, że wydawała się ona bardziej straszna.

Holbach nawiązując do myśli wypowiedzianych przez Senekę zauważyła że do wzmocnienia niepokojów przyczyniają się, poza wielu innymi, przynajmniej dwa powody: pierwszy to świadomość, że śmierć, której towarzyszą zazwyczaj cierpienia, wydziera miłe nam istnienie; po drugie, niepewność tego, co nastąpi potem. Bacon (powtarzając za Seneką) twierdził, że ludzie obawiają się śmierci dla tej samej przyczyny, dla której dzieci boją się ciemności. Z natury lękamy się wszystkiego, czego nie znamy; chcemy wiedzieć, aby móc zabezpieczyć się przed tym, co nam zagraża.

Holbach twierdził, że człowiek dlatego tylko lęka się śmierci, ponieważ nie potrafi wytworzyć jej prawdziwej idei. Człowiekowi wydaje się, że gdy przestanie istnieć, nadal będzie posiadał czucie i świadomość tego, co obecnie wydaje mu się tak smutne i ponure. Wyobraźnia przedstawia mu jego pogrzeb, wykopany dlań grób, obrzędy i żałobne pienia, które będą mu towarzyszyły na miejsce wiecznego spoczynku

Arystoteles O Duszy


Teorie duszy w starożytnej filozofii

Gdy badamy duszę, powinniśmy równocześnie stawiać problemy, które będziemy musieli w dalszym ciągu rozwiązać, oraz roztrząsać poglądy wszystkich poprzedników46, którzy tylko je o niej wyrazili — a to wszystko w tym celu, aby skorzystać z ich trafnych uwag i ustrzec się ich pomyłek. Punktem wyjścia [naszych] badań będzie przegląd tych cech, które zdaniem ogółu najbardziej charakteryzują naturę duszy. Otóż dwie zwłaszcza cechy zdają się odróżnić jestestwo posiadające duszę od jestestwa, któremu jej brak, mianowicie ruch47 i wrażenie zmysłowe. Właściwie tylko te dwie [cechy]48 przejęliśmy w spuściźnie od przodków. W samej rzeczy jedni z nich utrzymują, że dusza jest przede wszystkim i głównie czynnikiem poruszającym. A wychodząc z założenia, że [to], co nie jest w ruchu, nie może wprawić w ruch niczego, wywnioskowali, że dusza należy do klasy jestestw, które są w ruchu. To właśnie skłoniło Demokryta do twierdzenia, że dusza jest szczególnym rodzajem ognia lub ciepłoty. Istnieje [powiada] nieskończona ilość kształtów, czyli atomów; te spośród nich, które mają kształt kulisty, nazywa ogniem i duszą49; podobne są one od tzw. „pyłku powietrznego”50, który jasno widać w promieniach słońca wpadających przez okna; mieszaninę wszystkich rodzajów nasion nazywa „pierwiastkami całej natury” (podobnie uczy także Leukippos). Racja, dla której utożsamia atomy kuliste z duszą, jest ta, że takie właśnie kształty szczególnie łatwo przenikają wszystkie rzeczy i wprawiają w ruch resztę jestestw przez to, że są same w ruchu; suponują, jak to jasno widać, że dusza właśnie jest tym czynnikiem, który udziela ruchu zwierzętom. Dla tej też racji51 oddychanie stanowi [według nich] cechę istotną życia. Chociaż bowiem środowisko ściska ciała zwierząt i wypycha [z nich] te atomy, które im dostarczają ruchu (przez sam fakt, że same nie są nigdy w spoczynku), to jednak nadchodzi [zwierzętom] pomoc od zewnątrz, gdyż wchodzą do nich wnętrza inne atomy tejże samej natury w procesie oddychania. One bowiem zapobiegają wyparciu [ze zwierząt] tych atomów, które się już w nich znajdują; a dokonują tego przeciwstawiając się siłom ściskającym i zgęszczającym. Toteż tak długo [zwierzęta] żyją, jak długo są w stanie to czynić. Doktryna pitagorejczyków52, jak się zdaje, zawiera tę samą treść. W samej rzeczy jedni spośród nich utrzymywali, że dusza jest pyłkiem powietrznym; inni zaś, że jest tym, co porusza ten pyłek. Do niego odwoływali się dlatego, że jest z całą oczywistością w nieustannym ruchu, nawet gdy nie ma żadnego wiatru53. Tę samą tendencję zdradzają wszyscy ci, co określają duszę jako „to, co się samo porusza”54. Wszyscy oni bowiem sądzili, jak widać, że ruch stanowi najbardziej charakterystyczną cechę duszy, i że wszystko porusza się tylko dzięki duszy, a ona sama porusza się swoją własną mocą — bo przecież nie widzimy niczego, co by poruszało inną rzecz, gdy samo nie jest w ruchu55. Również Anaksagoras utrzymuje, że dusza jest tym, co porusza; i w ogóle wszyscy ci, co [z nim] powiedzieli, że rozum wprawił w ruch wszechświat. Jednak niezupełnie w ten sam sposób, jak Demokryt [rzecz pojmują]; ten ostatni bowiem utożsamił bez zastrzeżeń duszę z rozumem, bo [według niego] prawdą jest to, co się [nam] zjawia i dlatego Homer słusznie w poemacie powiedział, że Hektor leżał bez rozumu56. W samej rzeczy [Demokryt] nie posługuje się terminem „rozum” dla oznaczenia jakiejś władzy poznającej prawdę, lecz mówi, że dusza jest tym samym, co rozum57. Anaksagoras mniej jasno się o nich wyraża: w wielu miejscach twierdzi, że przyczyną piękna i prawdy jest rozum, ale gdzie indziej utrzymuje, że rozum jest duszą, bo znajduje się we wszystkich58 zwierzętach, wielkich i małych, wyższych i niższych. [Niesłusznie!] Wcale bowiem nie widać, by rozum w znaczeniu „mądrość”59 miał się znajdować we wszystkich zwierzętach lub nawet we wszystkich ludziach60. Wszyscy zatem, co skupiali uwagę na tym, że jestestwo posiadające duszę porusza się, sądzili, że dusza jest w najwyższym stopniu źródłem ruchu; przeciwnie, wszyscy ci, co zatrzymywali ją [uwagę] na poznaniu i postrzeganiu zmysłowym rzeczy, utożsamiają duszę z pierwiastkami bytu; i to jedni z większą ich ilością, drudzy z jednym, zależnie od tego, czy przyjmują więcej pierwiastków, czy tylko jeden. I tak na przykład Empedokles twierdzi, że dusza składa się z wszystkich pierwiastków61, a nawet że każdy z nich jest duszą62. Oto jego własne słowa: „Ziemią widzimy ziemię, wodą wodę, eterem boski eter, ogniem niszczycielski ogień63, miłością miłość, smutną nienawiścią nienawiść64. W ten sam sposób również Platon w [dialogu] Timajos65 kształtuje duszę z pierwiastków66, bo [według niego] tylko rzeczą podobną poznaje się rzecz podobną67 — lecz rzeczy składają się z pierwiastków. Podobnie też w wykładach O filozofii68 znajduje się twierdzenie, że „zwierzę samo w sobie”69 jest złożone z idei Jedynki samej w sobie oraz Pierwszej Długości, Pierwszej Szerokości i Pierwszej Głębokości; w podobny sposób złożone są inne byty. Jeszcze inaczej [tę myśl wyraża]: rozum jest Jedynką [Monadą], nauka jest Dwójką [Diadą], bo idzie prosto [od jednego punktu] do drugiego [do konkluzji]; mniemanie stanowi liczba właściwa [dla] powierzchni [Triada]; wrażenie zmysłowe wreszcie liczba [charakterystyczna dla] objętości [Quaternio]70. Liczby bowiem były uważane za jednoznaczne z ideami i zasadami, a za złożone z pierwiastków71. Natomiast rzeczy poznajemy już to zdrowym rozsądkiem, już to nauką, już to mniemaniem, już to wreszcie zmysłami — a liczby wzmiankowane są równocześnie ideami rzeczy. Ponieważ dusza uchodziła i za źródło ruchu, i za zdolność poznawczą, dlatego niektórzy złożyli ją z tych dwojga, oświadczając, że jest ona liczbą, która sama siebie porusza72. Różnią się jednak między sobą co do natury i liczby zasad. Największa różnica zachodzi między tymi, którzy je uważają za cielesne, i tymi, według których są one bezcielesne73. Od tych zaś wszystkich różnią się ci, którzy mieszają je razem i wyprowadzają zasady z obu źródeł74. Rozbieżność zdań dotyczy również ilości [zasad]: podczas gdy jedni przyjmują jedną zasadę, drudzy [opowiadają się] za większą ich ilością. Odpowiednio do tego tworzą pogląd na duszę: utrzymują — nie bez racji — że rzecz, która ze swej natury jest źródłem ruchu, znajduje się wśród pierwszorzędnych [zasad]. Dla tej to racji niektórzy sądzili75, że dusza jest ogniem, bo on jest i najsubtelniejszy, i najbardziej bezcielesny spośród pierwiastków76; ponadto on to w pierwszym rzędzie77 wykonuje ruch i porusza inne rzeczy. Demokryt wyrażał się trafniej od innych, gdy uzasadniał obie te własności [duszy]: dusza i rozum są jedną i tą samą rzeczą, a ta rzecz jest jedną z pierwszych i niepodzielnych ciał; posiada zdolność poruszania dzięki delikatności i kształtowi [swoich atomów]; dalej [utrzymuje, że] ze wszystkich kształtów kształt kulisty posiada największą zdolność ruchową, i że taki właśnie kształt mają [atomy] rozumu i ognia. Anaksagoras, jak się zdaje, twierdził, że dusza jest czymś innym od rozumu, jak to już zaznaczyliśmy wyżej78; jednak traktuje je, jak gdyby były79 jedną naturą — z tym tylko zastrzeżeniem, że uczynił w szczególny sposób rozum zasadą wszechrzeczy80; w każdym razie twierdzi, że on sam jeden spośród [wszystkich] rzeczy jest niezłożony, niezmieszany i czysty; jednej i tej samej zasadzie przypisuje obie funkcje — poznawania i poruszania — gdy mówi, że rozum wprawił w ruch wszechświat81. Także Tales, jak widać z tego, co nam tradycja przekazała82, zdaje się sądzić, że dusza jest siłą poruszającą, bowiem powiedział, że magnes83 posiada duszę, ponieważ porusza żelazo. Diogenes, podobnie jak niektórzy inni84, utrzymywał, że [dusza] jest powietrzem, uważał bowiem, że powietrze jest ze wszystkich [ciał] najsubtelniejsze, i że ono jest [pierwszą] zasadą; i że właśnie dzięki temu ma zdolność poznania i poruszania: [poznania], o ile jest pierwszą [zasadą], od której reszta bierze początek; poruszania zaś, o ile jest pierwiastkiem najsubtelniejszym. Także Heraklit uważa duszę ze [pierwszą] zasadę, a to dlatego, że jest ona gorącym oparem, z którego wszystko się składa; nadto że jest on w najwyższym stopniu bezcielesny i nieustannie płynie: wreszcie, rzecz, która się porusza, może być poznana tylko przez rzecz, która jest w ruchu85; zarówno bowiem on, jak wielu innych86 sądziło, że rzeczy są w ruchu. Podobnie jak oni myślał, jak się zdaje, i Alkmajon; twierdzi bowiem, że jest ona nieśmiertelna, bo jest podobna do „nieśmiertelnych”; i że zawdzięcza ona to [podobieństwo] nieustannemu ruchowi; wszak wszystkie boskie istoty — księżyc, słońce, gwiazdy i całe niebo — bez ustanku się poruszają87. Niektórzy [filozofowie] bardziej powierzchowni, na przykład Hippon88, utrzymywali nawet, że [dusza] jest wodą89. Do tej teorii skłonił ich, jak się zdaje, fakt, że nasienie wszystkich [zwierząt] jest płynne; albowiem tych, co utożsamiają duszę z krwią, zbija w następujący sposób: nasienie nie jest krwią, a przecież ono jest duszą pierwotną. Inni, na przykład Kritias90, [twierdzili], że [dusza] jest krwią; sądzili bowiem, że najbardziej charakterystyczną cechą duszy jest postrzeżenie zmysłowe; a to znów zależy od natury krwi91. A zatem wszystkie pierwiastki znalazły jakiegoś zwolennika 92 — z wyjątkiem ziemi! Do niej nikt się nie odwoływał, chyba o ile utrzymywał, że na duszę składają się wszystkie pierwiastki, lub że ona stanowi je wszystkie. Wobec tego można powiedzieć, że wszyscy określają duszę za pomocą trzech cech: ruchu, wrażeń zmysłowych, bezcielesności, lecz każda z nich jest odniesiona do [pierwszych] zasad. Dla tej też racji ci, którzy określają duszę za pomocą poznania, uważają ją za pierwiastek lub zespół pierwiastków, i z wyjątkiem jednego [filozofa]93 w podobny sposób ją przedstawiają. Mówią bowiem: „rzecz podobną poznaje tylko rzecz podobna”; a ponieważ dusza wszystko poznaje, dlatego składają ją ze wszystkich pierwiastków. Dla tej też racji wszyscy ci, co przyjmują jedną jakąś przyczynę i jeden pierwiastek, utrzymują konsekwentnie, że dusza składa się z jednego pierwiastka, na przykład z ognia lub powietrza. Ci zaś, którzy się opowiadają za większą ilością pierwiastków, wprowadzają także do duszy większą ich ilość. Sam jeden Anaksagoras twierdzi, że rozum nie odbiera żadnego wpływu od zewnątrz i że nie ma nic wspólnego z innymi rzeczami. Jeżeli jednak jest taki, jak będzie mógł on [coś] poznać i z jakiej przyczyny? Tego ani on sam nie wyjaśnił, ani z tego, co powiedział, jasno nie widać94. Wszyscy ci, którzy wprowadzają przeciwieństwa do zasad, składają również i duszę z przeciwieństw95. Przeciwnie, ci, co [oświadczają się] za jednym z dwóch przeciwieństw, np. ciepłem, zimnem lub czymś innym w tym rodzaju, odpowiednio do tego i duszę sprowadzają do jednego z nich96. Dla tej też racji nawet do nazw się odwołują97; ci bowiem, którzy utożsamiają duszę z ciałem, [utrzymują], że słowo „żyć” [ζην] pochodzi od słowa „gorąco” [ζεΐν = wrzeć]; przeciwnie, ci, co ją utożsamiają z zimnem, [utrzymują]: że słowo dusza [ψυχή] wywodzi się od oddychania i oziębiania [ψυχάω]98. Takie to teorie duszy przekazała nam tradycja — i takie dowody, na których się one opierają.